23:51

Urban Jungle w moim domu

 Urban Jungle w moim domu
Od dziecka uwielbiałam palmiarnie. Pamiętam, że w dzieciństwie zwiedziłam ich całe mnóstwo i wciąż było mi mało, więc przy okazji pobytu w Katowicach nie mogłam odmówić sobie spaceru po palmiarni w Gliwicach. Oto co tam podziwiałam.

 



Okazało się, że wiele roślin, które rosną w palmiarni mam w domu, ale nie są (niestety) aż tak okazałe.
Palmiarnia:


I te w domu.

Palmiarnia.

I ten w domu.


Bananowiec jest u mnie od niedawna. To jest "kwiatek uratowany", tak mój mąż nazywa zwiędłe badyle, które znoszę do domu. Cóż, często w dyskontach stoją w kącie rośliny, których nikt nie chciał kupić. Wyschnięte, powiędłe, czekają już tylko na to by je wyrzucono. Kiedy znajdę takiego kwiatka i uznam, że ma jeszcze szansę, kupuję go. Tak było między innymi z bananowcem. Nie przewidziałam tylko, że tak szybko się odrodzi i przybierze takie rozmiary.  W palmiarni rozpoznałam wiele innych gatunków, które mam w domu - drzewko kawowe, araukarię wyniosłą, helixine (rośnie u mnie w słojach), oplątwy, paprocie, bluszcze...

Pomału brakuje na miejsca na kwiaty, zwłaszcza na podłodze i parapetach. Dlatego, te które mogę wieszam na ścianach lub suficie.

I tak oto, zupełnie przez przypadek, moje mieszkanie wpisuje się w modny trend - Urban Jungle :) 

Może kilka słów o samym stylu. Jak pewnie pamiętacie pojęcie "miejska dżungla" odnosiło się nie do zieleni, a raczej do betonowych i asfaltowych połaci ziemi, które powstały wraz z rozwojem miast. Miało zdecydowanie zabarwienie pejoratywne, czasem odbierane było też jako zjawisko walki o przetrwanie w miejskim zgiełku. Jednak pojecie "urban jungle" zmieniło swoje znaczenie dzięki parze - Igorovi Josifovic i Judith Graaff, i ich książce "Urban Jungle", w której promują życie wśród zieleni i dekorowanie wnętrz (nie tylko prywatnych) roślinami. 

Oczywiście nie oni pierwsi wpadli na ten pomysł. Jak wiemy nasi przodkowie już dawno otaczali się roślinami. Często przy pałacach powstawały ogrody zimowe, a i w samych wnętrzach stały donice z kwiatami. Oj, jak chciałabym taki ogród zimowy. Specjalnie wybrałam taki projekt domu na wieś, by w przyszłości dość łatwo dało się zrobić przydomowy ogród za szkłem (ale to już inna historia). Zawsze o nim marzyłam. I choć na realizację przyjdzie mi poczekać jeszcze kilka lat, to i tak już się cieszę. Ja swoje zamiłowanie do roślin mam w genach - moja prababcia, a później mama w salonie miały prawdziwą dżunglę. Mam po prababci jedną roślinę, którą sukcesywnie odmładzam (tak, tak, inni po babciach mają meble czy porcelanę a ja mam kwiatka). Widać go po prawej stronie zdjęcia. Teraz nie wygląda najładniej, bo Azar sukcesywnie mi go podgryza.



Tymczasem oprócz żywych roślin mój miejski salon zdobią jeszcze zielone rysunki. Niedawno powstał nowy - zainspirowana roślinnością w palmiarni namalowałam liść młodego bananowca.




Zdecydowanie mogę powiedzieć, że "zielono mi", nietrudno też u mnie zagrać w zielone ;)

Pozdrawiam,
Edyta

09:17

Wiejskie opowieści i metamorfoza stołka

Wiejskie opowieści i metamorfoza stołka
Miał być post o moim wyjeździe do Katowic, ale narobiłam tam tyle zdjęć, że nie umiem się zdecydować co Wam pokazać. Tak więc znów padło na wieś :)
Pomału, wciąż nieśmiało nasza wieś zmienia barwy, na razie na delikatne odcienie ni to różu ni wrzosu, zbyt subtelne by móc je nazwać.


Nawet niebo ma nieco inną barwę.


Słońce zachodzi już nie nad polem a nad lasem, więc szybciej robi się szaro.


 Nie tylko przyroda szykuje się do zimy, ludzie również.


My zbliżającą się jesień odczuliśmy siedząc na tarasie wieczorem, wciągu dnia temperatura była jeszcze wysoka, a gdy tylko słońce skryło się za lasem, przyszedł chłodek, który wygnał nas do domu, do miasta. Jednak zanim to nastąpiło spotkaliśmy swoich nowych sąsiadów. Kupili kawałek ziemi graniczący z naszą działką pół roku przed nami. Gdy my pierwszy raz przyjechaliśmy na wieś, na ich działce leżało mnóstwo ściętych drzew. Pamiętam jak zrobiło mi się wówczas przykro. Od pośrednika usłyszeliśmy, że ich działka podobnie jak nasza w 1/2 była porośnięta sosnami i czeremchą. Jednak tuż po zakupie wszystko (no prawie) wycięli.
Jak zobaczyłam sąsiadów na działce akurat coś sadzili, pomyślałam, że to świetny moment na poznanie ich. Podeszliśmy z mężem, przedstawiliśmy się i po dosłownie 5 minutach rozmowy usłyszałam: "Powinniście powycinać te drzewa, póki są tak małe, że można to zrobić!" Aż mi ciarki przeszły po plecach - wiem, że sosny urosną, wiem, że zmienią krajobraz, ale nie umiem sobie wyobrazić, że je ścinam. Po to wyprowadzam się na wieś by otaczały mnie drzewa, by budził mnie śpiew ptaków, mieszkających w ich konarach. Marzy mi się, że może jakiś mały jeżyk mnie uszczęśliwi i zamieszka pod moimi sosnami, a czeremcha zawsze, jak w tym roku, będzie rodzić takie piękne owoce i to dwa razy w sezonie, bo na działce mamy odmianę wczesną i późną.


Próbowałam wyjaśnić to sąsiadowi, ale popatrzył na mnie jak na wariatkę, więc dałam spokój. Po jakimś czasie spytałam co sadzili. Tym razem sąsiadka odpowiedziała, że jakieś owocowe krzaczki, ale zaraz potem się poskarżyła, że wszystko co do tej pory posadzili im uschło. Już w domu rozmyślałam nad tym -  właściwie to nic dziwnego, że im wszystko uschło, a nam prawie wszystko się przyjęło - moje nowe rośliny rosną w otoczeniu starych, już zastanych, które chronią je przed wiatrem i słońcem, a ich muszą rosnąć na pustyni - trudno w takich warunkach dać sobie radę, zwłaszcza, że lato w tym roku było wyjątkowo ciepłe i suche.
Na koniec opowieści o wsi pokażę Wam jakie zbiory czeremchy miałam w ten weekend. Zerwałam też pierwszą pigwę :) (figa i reszta to nie zbiory z mojego ogródka :))).


Nie zamęczam Was już moimi wiejskimi opowieściami. Żeby nie było, że nic nie robię tylko na wsi siedzę, pokażę odnowiony stołek. Wyglądał tak:


Po oczyszczeniu, lekkim szczotkowaniu,  namalowaniu wzorów i zawoskowaniu białym woskiem wygląda tak:



Miłego popołudnia i wieczoru,
 Edyta
PS. Odpoczywajcie jak mój Azarek.



22:12

Las w szkle

Las w szkle

Jak wiecie to nie jest pierwszy las w szkle, który zrobiłam. Ten jednak jest wyjątkowy, bo powstał na zamówienie. Skoro nie robiłam go dla siebie, bardzo się starałam, aby był wyjątkowy. Wymyśliłam, że tym razem to będzie las na skale, a pośrodku przepływać będzie "strumyk".

Oczywiście woda po strumyku płynie tylko podczas podlewania, ale kamienie ułożone są tak, że nawet gdy jest sucho, wygląda jak wyschnięte źródełko.



 

Mam nadzieję, że spodoba się solenizantce (to ma być prezent), jak myślicie?

Pozdrawiam, 
Edyta

10:42

DIY - okrągła torebka ze sznurka

DIY - okrągła torebka ze sznurka
Cóż nie będę ukrywała, że jestem wpływowa - jeśli coś staje się modne, zazwyczaj i mnie się podoba - pod warunkiem, że nie łamie moich ogólnych upodobań estetycznych. 
Ale okrągłe, plecione torebki, w żaden sposób niczego u mnie nie łamią, oprócz serca. Są idealne - to miłość od pierwszego wejrzenia! Zawsze lubiłam wszelkie naturalne materiały. Plecionki, makrama, wiklina, to również trafia w mój gust. A okrągły kształt, no cóż sami wiecie, że mandala i wszelka forma okrągłości u mnie to rzecz naturalna ;) 
No więc zakochałam się bez pamięci. Niestety jedno w nich mi się zdecydowanie nie podobało, a mianowicie ich cena. Plany budowy domu sprawiają, że staramy się oszczędzać gdzie się da. Więc na zachcianki nie ma pieniędzy. Marzyłam o mojej torebeczce skrycie. A w takich wypadkach włącza się u mnie tryb kombinowania. W końcu wymyśliłam, że mogę zrobić sobie taka torebkę samodzielnie z sizalowego sznurka. Udało się, mam swoją wymarzoną torebkę!


Kosztowała mnie około 20 zł i odrobinę pracy. 
Potrzebowałam:
Grubego sznurka sizalowego (16 zł), 2 kartek z bloku technicznego (ok. 1 zł), miękkiego filcu (ja użyłam kawałka starego koca z Ikei - 0 zł), a zamiast guzika - wisiorka z muszli, który leżał u mnie i czekał na swój czas (0 zł), kleju typu "wikol" (ok. 2 zł), szpilek, igły z nitką (nie wiem ile ten kawałek nici kosztował) i mały kawałek cieniutkiego sizalowego sznurka. 
Najpierw zrobiłam dwa koła (wyglądały jak podkładki), przyklejając sznurek do kartki technicznej.


Niestety więcej zdjęć kroków nie zrobiłam, bo pracowałam późną nocą. Musicie bazować na moich słowach.
Z koca wycięłam dwa koła o średnicy około 2 cm większej niż moje sznurkowe podkładki. Następnie skleiłam ze sobą po jednym kole z koca z jedną podkładką (między jedną z nich włożyłam złożony w pętelkę cienki sznurek).  
Koła z koca zeszyłam, ale tylko w miejscu gdzie obecnie jest dół i boki torebki. A na jej górze odcięłam wystający koc.
Do tak połączonych boków torebki doszyłam sznurek, który stworzył dół i ramiona. Początkowo zostawiłam trzy ramiączka, ale ostatecznie zdecydowałam się na dwa, a pozostałe obcięłam.


Tworzenie dołu i ramiączek było najtrudniejsze, jak widzicie trzeba to trochę poprawić, ale muszę chwilę odczekać, aż przestaną mnie boleć opuszki palców. :)
Na koniec przyszyłam wisiorek, który pełni role guzika.


Uważam, że ogólnie prezentuje się całkiem dobrze, a Wy co sądzicie?


Pozdrawiam,
Edyta

20:18

Nadal na wsi

Nadal na wsi
Obiecuję, że niedługo przygotuję jakiś "miejski" post, ale dziś dajcie nacieszyć mi się jeszcze wsią, dobrze? Mam nadzieję, że nie zanudzę Was na śmierć :)
Pamiętacie jak pokazywałam Wam ogród w szkle, który zrobiłam na jednej z konferencji prasowej (TU)? Teraz wygląda tak.



Zupełnie zdziczał, ale właśnie taki jest mój wymarzony ogród. Teraz mam zamiar zrobić podobny (tylko w większej skali), w moim prawdziwym ogrodzie, na wsi.
Ławkę dostałam (pisałam już, że jak kupiliśmy skrawek ziemi, to znaleźli się ludzie, którzy obdarowali nas skarbami - dziękuję).
Odnowiłam ją. I teraz wygląda tak:

Inspiracji szukałam w różnych katalogach...


.... i w magazynach wnętrzarskich. Taka znalazłam Ideal Home.


Zastanawiałam się nad jednolitym wykończeniem, w kolorze ciemnoniebieskim, jak meble z okładki katalogu Castoramy.



W końcu zdecydowałam się na przetarcia, podobne do tych z Ideal Home, aby ławka bardziej pasowała do pozostałych mebli na działce.


Moje przetarcia są nieco delikatniejsze, ale bryła ławki jest prostsza, więc wydaje mi się, że takie bardziej pasują.
Ławka docelowo stanie w ogrodzie (jak w szkle). Znalazłam już miejsce. Teraz nie wygląda ładnie, bo gałęzie rosnącej tam sosny zostały za mocno przycięte.


Przy pniu sosny posadziłam bluszcz.


Mam nadzieję, że się przyjmie i pięknie wyrośnie. Zakryje poobcinane gałęzie i blizny po nich. Wspólnie obie  rośliny będą ładnie rosnąć. Wówczas postawię tam ławkę.
Nasz ogród to tak naprawdę zagajnik zarośnięty samosiejkami.


Wszystko tam rośnie dziko i chciałabym, aby tak pozostało. To znaczy udomowię go trochę - posadzę rośliny ozdobne i owocowe. Właściwie już zaczęłam. Jest tam kilka krzaków borówki amerykańskiej.


I poziomki.


Wcześniej rosły w doniczce na balkonie. Przestały kwitnąć i owocować wraz z nastaniem upałów, ale w ogrodzie ożyły.


Jednak nie chcę bardzo ingerować w zastany krajobraz. W końcu to dom wielu różnych gatunków owadów i zwierząt - to one były pierwsze, więc ja muszę się podporządkować. Z pewnością  u mnie nigdy nie będzie idealnie wykoszonej trawy w całym ogrodzie - dziko rosnąca pięknie wygląda. Może zdecyduję się na koszenie tuż przy domu i na ścieżkach, ale to sprawa do przemyślenia w przyszłości.


Zobaczcie co w niej można spotkać.


 


 


Szkoda byłoby uprzykrzać im życie. Staram się żyć wg maksymy: "Żyj i pozwól żyć innym."
Więc zamiast ganiać z kosiarką, posiedzę i będę podziwiać zachody.


 Pozdrawiam, 
Edyta

Copyright © 2016 Pracownia Jabloniee , Blogger