20:18

Nadal na wsi

Nadal na wsi
Obiecuję, że niedługo przygotuję jakiś "miejski" post, ale dziś dajcie nacieszyć mi się jeszcze wsią, dobrze? Mam nadzieję, że nie zanudzę Was na śmierć :)
Pamiętacie jak pokazywałam Wam ogród w szkle, który zrobiłam na jednej z konferencji prasowej (TU)? Teraz wygląda tak.



Zupełnie zdziczał, ale właśnie taki jest mój wymarzony ogród. Teraz mam zamiar zrobić podobny (tylko w większej skali), w moim prawdziwym ogrodzie, na wsi.
Ławkę dostałam (pisałam już, że jak kupiliśmy skrawek ziemi, to znaleźli się ludzie, którzy obdarowali nas skarbami - dziękuję).
Odnowiłam ją. I teraz wygląda tak:

Inspiracji szukałam w różnych katalogach...


.... i w magazynach wnętrzarskich. Taka znalazłam Ideal Home.


Zastanawiałam się nad jednolitym wykończeniem, w kolorze ciemnoniebieskim, jak meble z okładki katalogu Castoramy.



W końcu zdecydowałam się na przetarcia, podobne do tych z Ideal Home, aby ławka bardziej pasowała do pozostałych mebli na działce.


Moje przetarcia są nieco delikatniejsze, ale bryła ławki jest prostsza, więc wydaje mi się, że takie bardziej pasują.
Ławka docelowo stanie w ogrodzie (jak w szkle). Znalazłam już miejsce. Teraz nie wygląda ładnie, bo gałęzie rosnącej tam sosny zostały za mocno przycięte.


Przy pniu sosny posadziłam bluszcz.


Mam nadzieję, że się przyjmie i pięknie wyrośnie. Zakryje poobcinane gałęzie i blizny po nich. Wspólnie obie  rośliny będą ładnie rosnąć. Wówczas postawię tam ławkę.
Nasz ogród to tak naprawdę zagajnik zarośnięty samosiejkami.


Wszystko tam rośnie dziko i chciałabym, aby tak pozostało. To znaczy udomowię go trochę - posadzę rośliny ozdobne i owocowe. Właściwie już zaczęłam. Jest tam kilka krzaków borówki amerykańskiej.


I poziomki.


Wcześniej rosły w doniczce na balkonie. Przestały kwitnąć i owocować wraz z nastaniem upałów, ale w ogrodzie ożyły.


Jednak nie chcę bardzo ingerować w zastany krajobraz. W końcu to dom wielu różnych gatunków owadów i zwierząt - to one były pierwsze, więc ja muszę się podporządkować. Z pewnością  u mnie nigdy nie będzie idealnie wykoszonej trawy w całym ogrodzie - dziko rosnąca pięknie wygląda. Może zdecyduję się na koszenie tuż przy domu i na ścieżkach, ale to sprawa do przemyślenia w przyszłości.


Zobaczcie co w niej można spotkać.


 


 


Szkoda byłoby uprzykrzać im życie. Staram się żyć wg maksymy: "Żyj i pozwól żyć innym."
Więc zamiast ganiać z kosiarką, posiedzę i będę podziwiać zachody.


 Pozdrawiam, 
Edyta

12:29

Dary wsi

Dary wsi
Wpadam tylko na chwilę, bo zamiast wakacji i odpoczynku mam tyle pracy, że nie wiem w co ręce włożyć. :(
Ale chciałam zaprosić Was na naszą wieś. Właściwie jeszcze nie ma czego pokazywać, bo nasza działka po części zaoranym polem była, a po części nieużytkami zarośniętymi przez samosiejki. Zazdrościłam koleżance, że ona na swoim, niedawno zakupionym siedlisku, ma czarną porzeczkę, a ja nic, a nic. Na szczęście okazało się, że samosiejki to między innymi drzewa czeremchy, z której można wyczarować pyszne przetwory (a do tego bardzo zdrowe). Czekałam z niecierpliwością, aż ta dojrzeje i się doczekałam.


No tak, na tym zdjęciu jej nie widać, więc jeszcze raz - czeremcha dojrzała:


Nazbierałam jej spory garnuszek.


A od gospodarza z sąsiedniej wsi przyniosłam jabłka.


I tak oto zebrały mi się składniki na konfiturę. Przepis znalazłam TU, oczywiście nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała - dałam mniej cukru i cytryny,  a dodałam kilka listków melisy.
Wyszła przepyszna konfitura!


Rewelacyjnie się komponuje z pleśniowym serem.
Wrócę na chwilę do spraw działki. Strasznie długo ciągną się nam sprawy urzędowe, na mapę do celów budowlanych czekamy już półtora miesiąca. :(
Więc na działce oprócz garażu nie ma nic, ani prądu, ani wody, ani żadnych udogodnień. Ale radzimy sobie jak możemy - trawy nie kosimy, światła używamy słonecznego, przed garażem wystawiamy letnią kuchnię...

... i łazienkę (wodę też grzejemy energią słoneczną) :))


I tak sobie żyjemy, jak dawno temu pod namiotem, gdy byliśmy jeszcze piękni i młodzi, hi,hi.
A jak Wy spędzacie wakacje?

Pozdrawiam, 
Edyta

23:10

DIY - etykietki na zaprawy

DIY - etykietki na zaprawy
Ostatnio rysowanie-malowanie (tworzyłam je techniką mieszaną - kredkami wodnymi i farbami akwarelowymi) owoców mnie pochłonęło, kto obserwuje mój profil na Instagramie, ten widział już pierwsze rysunki. Tym razem miałam konkretny cel by je stworzyć, chciałam zrobić oryginalne etykiety na zaprawy.


Powstały trzy rysunki.
Czarne porzeczki.

Maliny.
I truskawki.

Jak zrobiłam moje etykietki na zaprawy?

  1. Malowanie to była najtrudniejsza część zadania, ale najbardziej przyjemna. 
  2. Następnie obrazki zeskanowałam. 
  3. W Photoshopie narysowałam wzór etykietki i wstawiłam rysunki.
  4. Utworzyłam dokument  z etykietami na całą stronę A4. 
  5. Wydrukowałam na kartce z bloku technicznego. 
  6. Wycięłam etykietki, dziurkaczem zrobiłam otwory i już.




Na małym słoiczku etykietkę przykleiłam do serwetki na wieczku. Lubimy z mężem te małe słoiczki - taką ilość powideł możemy zjeść za jednym razem i nie ma obawy, że otwarty słoik (jego zawartość) zepsuje się lodówce.


Etykietki na zaprawy są gotowe.

Jak Wam się podobają?
Mam w planach kolejne rysunki. Z pewnością będą śliwki (powidła śliwkowe muszą być :)). Może powstaną jagody. Kupiłam trochę i, z braku czasu,  zamroziłam, ale chyba zrobię z nich zaprawy. Nie wiem co jeszcze będę zaprawiać... A wy jakie macie plany na zaprawy? Podpowiecie jakieś nietypowe przepisy?



A po sesji rysunki trafiły na kuchenny parapet. Wspominałam już, że wiele się na nim mieści?




Pozdrawiam, 
Edyta

11:15

DIY - renowacja krzesła ogrodowego

DIY - renowacja krzesła ogrodowego
Jak kupiliśmy działkę, od razu znaleźli się dobrzy ludzie, którzy obdarowują nas cudownymi rzeczami. Dostaliśmy przyczepkę samochodową, składane krzesło, ławkę ogrodową (jak ja o niej marzyłam), starą szufladę, rower...
Oczywiście większość z tych rzeczy wymaga odrestaurowania lub przynajmniej odświeżenia.  Jak się domyślacie, to akurat mnie nie przeraża, wręcz przeciwnie, już się na to cieszę. :)
Zaczęłam od najprostszej rzeczy - drewnianego, składanego krzesła ogrodowego. Po odnowieniu wygląda tak:


Jak je dostałam wyglądało tak:


Krzesło było brudne, gdzieniegdzie umazane farbą i smarem, w jedno miejsce wdała się pleśń.
Umyłam je więc. Wysuszyłam i przeszlifowałam - najpierw szlifierką, potem papierem ściernym. Na koniec odtłuściłam acetonem.


 Mimo, że krzesło wyglądało na dobrze wyczyszczone, postanowiłam je wpierw pomalować podkładem do drewna.


W końcu przyszedł czas na farbę właściwą, wybrałam Viva Garden, głównie ze względu na piękny kolor - Niezapominajka.


I tu  zaczęły się komplikacje. Krzesło miało być jednolicie pomalowane, a jego powierzchnia miała być gładka. Niestety farba okazała się dość rzadka, więc słabo kryła, a od pędzla pozostawały delikatne smugi. Trochę mnie przeraziła perspektywa malowania 4, 5 warstwami. Przyjrzałam się malowanej powierzchni i, ku mojemu zdziwieniu, ta bardzo mi się spodobała. Okazało się, że smugi i prześwitujący biały podkład tworzą ładny efekt, nadają krzesłu morskiego wyglądu - jak z kawiarni na plaży po sezonie, gdy meble są już lekko zużyte, rozjaśnione słońcem i przetarte piaskiem. Przypomniały mi się wakacje we Francji i tak się nostalgicznie zrobiło, że postanowiłam zostawić krzesło, takim, jakim jest. No, niezupełnie, wzmocniłam efekt lekkim przetarciem.


Ponieważ pomalowane w ten sposób krzesło, nie jest należycie zabezpieczone przed warunkami atmosferycznymi musiałam je polakierować. Nałożyłam dwie warstwy lakieru przeznaczonego do wewnątrz i na zewnątrz.


Tak więc zmieniłam projekt w trakcie realizacji (to nic strasznego). A to co pierwotnie wydawało mi się wadą farby, okazało się jej zaletą. Powstała naprawdę ładna, bardzo delikatna przecierka. Myślę, że więcej mebli pomaluję w ten sposób.




Niestety nie mam działki nad morzem, więc zostawiam Was z krzesełkiem w mojej wiejskiej okolicy.


Pozdrawiam, 
Edyta

Copyright © 2016 Pracownia Jabloniee , Blogger