wtorek, 29 listopada 2016

Malowany filodendron...

...a właściwie monstera, chociaż do tej pory zupełnie nie znałam tej nazwy (wszystkie moje ciotki i babki mówiły na tę roślinę filodendron). Bardzo się ucieszyłam, że akurat ona weszła do wzornictwa i coraz więcej przedmiotów z jej wizerunkiem można nabyć, gdyż kojarzy mi się z dzieciństwem (nie było chyba mieszkania bez monstery). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym tak po prostu kupiła sobie poduszkę, czy plakat z liściem monstery, o nie, ja musiałam ją namalować :)
Tak się rozpędziłam, że wyszły mi dwa obrazki.




Marzy mi się prawdziwa, doniczkowa monstera, szukam ciekawego okazu.  Tymczasem poczytałam sobie trochę o tych roślinach, właściwie nie jest bardzo wymagająca, zobaczcie sami: http://lovelygarden.pl/monstera-dziurawa-czyli-jak-pielegnowac-giganta/

 Przy przy okazji zwrócę Waszą uwagę na kwietnik ze sznurka, który zrobiłam już dawno temu, ale jakoś nie było okazji, żeby się nim pochwalić.



Lubię makramę, ale nie mam do niej cierpliwości, choć w dzieciństwie często plotłam sznurki, ta wersja kwietnika nie wymaga posiadania wiedzy "makramowej", że tak się wyrażę - jest prosta i wystarczy umiejętność wiązania supełków, czyli wiedza sześciolatka :)

Na koniec zdjęcie kocich siostrzyczek, oto nasze trzy piękności (braciszek oczywiście biegał i za nic nie chciał usiąść do rodzinnego portretu).


A następnym razem będzie koci post.


Pozdrawiam,
Edyta

środa, 23 listopada 2016

Niezłe ziółko

Już jakiś czas temu przygotowałam balkon na zimę - otuliłam donice, a zioła przeniosłam do domu. Co roku mam ten sam kłopot, bo na balkonie dużo się ich mieści, ale w domu już nie. Część wylądowała na kuchennym parapecie.




A cześć musiałam obciąć i zasuszyć.



W całej kuchni pachniało cząbrem, curry i tymiankiem (tego ostatniego nie uwieczniłam). Teraz kombinuję jak to zrobić, żeby więcej świeżych ziół mieściło się w kuchni - mam już pewien pomysł, ale może i wy zdradzicie swoje patenty. Czy tylko na parapecie stawiacie donice, czy też w innych miejscach? Zależy mi na tym, aby jak najwięcej mieć ziół w donicach, bo po ususzeniu zmieniają smak i często jest tak, że mi wówczas nie smakują.

Zeszły tydzień był bardzo intensywny. 
Najpierw, tuż przed otwarciem mogłam zwiedzić największy salon Agaty w Polsce. Byłam mile zaskoczona, bo naprawdę ładne rzeczy tam mają (może później zrobię obszerniejszą relację).





Natomiast Kuchnia spotkań IKEA zaprosiła dziennikarzy na tradycyjne dania szwedzkiej kuchni serwowane na święta.



 
Mniam.

A w sobotę odbyły się warsztaty z malowania farbami kredowymi u Małgosi z Pracowni Dekudeku. Przyjechała na nie Beata z Artystycznego Bohaczykowa, która wygrała nasze candy.

Jak widzicie dużo się działo, więc nie miałam już siły siadać do kompa, stąd tak późny post w tym tygodniu.

Pozdrawiam,
Edyta

niedziela, 13 listopada 2016

Dwa w jednym - zegar i łapacz snów

Wiem, wiem, jestem monotematyczna - albo zegary, albo łapacz snów, ale jakoś oba tematy wciągnęły mnie. I postanowiłam połączyć je w jedno :)





Kształt zegarów które, często maluję jest jakby stworzony do tego, żeby zrobić z nich łapacz. Co o tym myślicie? Ciekawa jestem, bo to pierwszy tego typu zegar i zastanawiam się czy pomysł jest dobry. Mi się podoba, no ale mogę być nieobiektywna. Dlatego czekam na Wasze opinie.
Pomyślałam sobie, że taki łapacz może być świetną okazją do wyeksponowania kolekcji piór, których ja osobiście nazbierałam całkiem sporo. Zastanawiam się jednak co Wy kolekcjonujecie? I jak pokazujecie swoje zbiory. Jeśli macie na blogach lub facebooku zdjęcia kolekcji (różnych rzeczy nie tylko piór, oczywiście) to wrzucajcie linki w komentarzu - jestem ich bardzo ciekawa.

Pozdrawiam,
Edyta

środa, 9 listopada 2016

Leśna inspiracja z porożem

W tym roku aż trzykrotnie byłam w górach. Jak tam jest zachwycająco nie muszę Wam pisać. Dziś będzie o czymś innym, otóż właśnie na tym wyjeździe podarowano mi kilka poroży. Nie wiedziałam co z nimi zrobić i też budziły we mnie dziwne uczucia, więc leżały sobie zapomniane. Jednak ostatnio widziałam dużo zdjęć właśnie z porożem jako dekoracją i bardzo mi się spodobały. Postanowiłam więc zrobić dla Was i siebie mood board - inspirację właśnie z porożem w roli głównej.


I kiedy ją przygotowywałam pomyślałam, że to dobry pomysł na dekorację np. kominka (czy jak w moim przypadku jego imitacji).






Lampka z klosza ostatecznie powędrowała do środka kominka.


Na tym wyjeździe dostałam też dużo pieńków ze świeżego drewna, ale to opowieść na inny post.

Pozdrawiam, 
Edyta

środa, 2 listopada 2016

Łapacz snów i inspirujące pióra

Pamiętacie mój łapacz snów (TU)?
Bardzo go lubiłam, ale niestety nie mógł wisieć na ścianie, bo mój kochany kocur strasznie pragnął go ściągnąć w dół. Zdjęłam go i włożyłam do szuflady, ale nie dawało mi to spokoju. Kombinowałam jak go wyeksponować i wymyśliłam! Schowałam go pod kloszem.



Tak ukryty jest bezpieczny - żaden z moich kotów nie może się do niego dostać. Przyklejenie go do szkła nie było proste. Wpierw użyłam kleju na gorąco, ale łapacz szybko spadł. Później wpadłam na pomysł, aby przykleić go klejem do luster, co prawda sechł 48 godzin, ale za to łapacz wisi już kilka tygodni.
Uwielbiam na niego patrzeć, zwłaszcza na wiszące pióra.


Od dziecka mnie fascynowały. Pamiętam jak jeździłam do ZOO i zbierałam je spod klatek z ptakami. Teraz sprawa jest prosta - wystarczy wejść np. na allegro i kupić jakie się chce. Ja wolę te naturalne, niefarbowane. Są bardzo inspirujące.


I choć od bardzo dawna nie miałam ołówka w ręku to i tak postanowiłam spróbować i choć jedno narysować.


Pozdrawiam,
 Edyta

poniedziałek, 31 października 2016

Święto przyszłych pokoleń

Kiedy dorośli szykują się do Święta Zmarłych, dzieci wycinają dynię. Nie wiem czy to dobrze czy źle, wiem, że mój synek (lat 12) bardzo chciał, więc sobie sam wyciął halloweenową dekorację do swojego pokoju. Wyszła mu całkiem nieźle, więc postanowiłam Wam ją pokazać.




Pozdrawiam,
Edyta

piątek, 28 października 2016

Zegar i jubileusz

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę tu wpadać regularnie, i co? Jak zwykle, obiecanki-cacanki. Troszkę jestem usprawiedliwiona, bo wiele się ostatnio dzieje i czasu mam niewiele. Zacznę jednak od tego, że czasem coś robię w pracowni, np. pomalowałam zegar na zamówienie.




Osoba, która go zamówiła, najpierw chciała, żeby był miętowy. 

Jednak po namyśle uznała, że szary lepiej pasowałby do jej wnętrza. Zaproponowałam, że pomaluję drugą stronę i w ten sposób zegar będzie dwustronny. Latem miętowy, zimą szary :)  Trochę się obawiałam, że na szarej stronie będą widoczne miętowe brzegi i efekt nie zadowoli klientki, ale myślę, że wyszło fajnie.


Jak już pisałam w ostatnim czasie dużo się działo. Jednym z ważnych wydarzeń był 25 jubileusz miesięcznika "Cztery Kąty". Do redakcji trafiłam 4 lata temu, to dość ciekawa historia, ale opowiem ją Wam innym razem. Teraz się cieszę, że mogę wraz z całą ekipą podziękować czytelnikom za te 25 lat.




O tym co jeszcze się działo napiszę w następnych postach - może w końcu uda mi się częściej tu wpadać.

Pozdrawiam,
Edyta