10:58

Metamorfoza stołka

Metamorfoza stołka
Tak dawno niczego nie malowałam, że aż mnie ściskało z chęci przerobienia czegoś...


Padło na taboret, który kiedyś, dawno temu pomalowałam na seledynowo, a blat postarzyłam metodą szczotkowania i zawoskowałam ciemnym woskiem. Nieładnie to wyglądało, a już z pewnością nie pasowało do mojego salonu. A właśnie w tym pokoju stołek ów stał i służył mi jako drugi stolik kawowy. Dobrze więc, że naszła mnie chęć przerobienia go, bo teraz mi się bardziej podoba.

PRZED



Może zauważyliście, że zmienił się też napój. Zamiast kawy jest yerba mate. To próba  wyleczenia mnie z nałogu podjęta przez mojego syna. Cóż, dzieci nie lubią słabości swoich rodziców, za to ja bardzo lubię kawę. Yerba mate z pewnością tak dobrze nie smakuje. :( Ale pijam ją, gdy już wiem, że kolejna filiżanka kawy mi nie wyjdzie na zdrowie. ;)


Przy okazji właściwy stolik kawowy dostał nową mandalę.:)




I w ten sposób z salon znów został lekko odświeżony. Wyjechały też prawie wszystkie niebieskie dodatki - niebiesko będzie na wsi, tu niech króluje biel, czerń, drewno i zieleń :)

Pozdrawiam, 
Edyta



11:14

Wrocław - wspomnienie z majówki

Wrocław - wspomnienie z majówki
Wciąż gonię w piętkę, więc nie miałam czasu opowiedzieć o majówce. W tym roku odwiedziliśmy Wrocław. Choć wcześniej już tam byłam, zachwycił mnie ponownie.
Pierwszego dnia szwendaliśmy się bez celu po starym mieście i co chwilę napotykaliśmy na jakieś cuda.

 






Jedną z ciekawszych rzeczy była wystawa, na którą przypadkiem trafiliśmy w jednym z kościołów. Wyeksponuje rzeczy przywiezione przez misjonarzy z Afryki.
A wiecie co to jest?


Taboret pokutny :) Czyż nie jest uroczy?
Drugi dzień spędziliśmy w ZOO. Większość czasu w afrykarium.



 Choć zachwyciło nas też minizoo

Trzeci dzień (3 maja) zrobiliśmy dniem edukacyjnym. Zaszliśmy do Muzeum Pana Tadeusza. Oj wiele można by tu opowiadać, ale myślę, że aby to docenić trzeba tam być. Oczywiście najwięcej sal opowiada o Mickiewiczu, jego dziele i epoce, w której żył.



Można też podziwiać egzemplarz Konstytucji 3 maja.


Ale są też wystawy poświęcone innym czasom i bohaterom.
Zachwycający był korytarz "Powidoki", gdzie na ścianie z mgiełki wodnej wyświetlane są sceny z różnych filmów.



Z racji zawodu i zainteresowań zwróciłam uwagę na gabinet Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Niejedna osoba chciałaby mieć teraz takie meble.


Kochani, w myśl cytatu "cudze chwalicie, swego nie znacie" zachęcam Was do odwiedzenia Wrocławia.
A jeśli pytacie, dlaczego nie wspomniałam o krasnalach, odpowiem, że zrobię to, ale we właściwym czasie :)

Pozdrawiam, 
Edyta

11:28

Zielona mandala. Czy rysunek może przynieść szczęście?

Zielona mandala. Czy rysunek może przynieść szczęście?
Jakiś czas temu odwiedziła mnie koleżanka. Rozmowa zeszła na moje rysunki, które wiszą w salonie. Jednym z nich była czarna mandala. Widząc ją koleżanka zapytała czy narysowałam też zieloną. Oparłam, że nie. "To zrób to koniecznie" - powiedziała. A następnie dodała, że zielona mandala przynosi szczęście finansowe, pod warunkiem, że narysuje się ją samodzielnie. Dodała też, że odkąd ma swoją nigdy nie zabrakło jej pieniędzy. Nie wzięłam sobie tego do serca, bo czy rysunek może przynieść szczęście, jakiekolwiek? Samo rysowanie oczywiście mnie uszczęśliwia, szczególnie jak mi się coś uda, ale powodzenie finansowe uzależnione od konkretnego wzoru? Nie przemawiało to do mnie, a jednak w głowie wciąż miałam naszą rozmowę. W końcu od dawien dawna ludzie wierzyli, że pewne przedmioty przynoszą szczęście - zużyte podkowy, dzwoneczki, grosz w portfelu czy karpia łuska zachowana z ryby przygotowywanej na wigilię. A kolory? O symbolice barw pisano już wiele, a zieleń to w końcu kolor nadziei. Z ciekawości sprawdziłam znaczenie mandali. Obraz wpisany w okrąg pojawiał się w wielu kulturach, często oznaczał harmonię, uporządkowanie chaosu. W buddyzmie mandala jest formą medytacji. W Europie wykorzystywana jest w celach terapii antystresowej, często w formie kolorowanek.
Podsumowując całą tę wiedzę, uznałam, że nawet jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi mi zielona mandala. Zwłaszcza, że jej rysowanie to duża frajda.




Tak się rozpędziłam z tym malowaniem, że powstała jeszcze biała mandala, na drewnianej podstawce.



Obie stanęły na komodzie w sypialni.





Ciekawa jestem co Wy sadzicie o przedmiotach, wzorach czy roślinach przynoszących szczęście? A może znacie takie co przynoszą pecha? Oczywiście mam na myśli przedmioty, które można przynieść do domu, a nie np. czarnego kota przebiegającego drogę - w to akurat nie wierzę, koty są wspaniałe, nieważne w jakim kolorze mają futerko. :)

Pozdrawiam,
Edyta

11:32

Pierwszy post balkonowy w 2018 roku

Pierwszy post balkonowy w 2018 roku
Strasznie późno piszę w tym roku o balkonie, a przecież wiosna już na dobre się rozgościła...


.... w domu i na balkonie.
Jednak zbyt dużo czasu poświęcam działce, balkon jakiś taki jest zapomniany. Właściwie stał się przechowalnią dla roślin, które chciałabym posadzić na wsi. Rośliny te chyba nie wiedzą, że zmienią swoje miejsce i już teraz szaleją pełnią rozkwitu. Spójrzcie na jabłonkę.


I borówkę.


Borówki to nowy nabytek, kupiłam 4 krzaczki i wsadziłam w taki sposób, aby łatwo je było przesadzić do ogrodu. Tymczasem one pięknie zakwitły.


Nawet poziomki mają już pąki.


Malinka trochę zmarzła zimą, ale odbiła i już pięknie się zieleni.


 Jestem strasznie niecierpliwą osobą, chciałabym, aby te wszystkie rośliny znalazły się już w ogrodzie. Póki co posadziliśmy porzeczkę, ale myślę, że pospieszyliśmy się z tym. I teraz się o nią boję.


Tak czy siak pierwsze koty za płoty, trzymajcie za nią kciuki :) Muszę jednak przystopować do czasu pojawienia się altanki, która pomieści sprzęt ogrodniczy. Na szczęście to już niedługo, a do tego czasu musi wystarczyć mi balkon.


Dzwoneczki dostałam od przyszłej synowej :)





Wiosna oczywiście rozgościła się też w domu i w sercu. Pamiętacie jak zrobiłam wspólnie z mężem drewnianego konika TU.  Został mi po nim kawałek drewna. Jak przyszła wiosna ten kawalątek zaczął przypominać mi ptaszka, więc go pomalowałam. :)


Myślę, że z czasem i on poleci z nami na wieś. Oj jak chciałabym tam już być razem z moimi roślinami, zwierzakami i ptaszkiem :)

Pozdrawiam, 
Edyta


11:50

DIY - malowane poduszki

DIY - malowane poduszki
Piękna pogoda nie zachęca do siedzenie w domu, więc każdą wolną chwilę spędzam w plenerze. Siłą rzeczy w pracowni nic nowego nie powstaje. Właściwie nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam w ręku ołówek, kredkę czy pędzel :(
Z tego powodu pokażę Wam coś starego, coś co powstało gdy na dworze było zimno, a ja tęskniłam za ciepłem i kolorami. Zawsze w taki czas tworzę wielobarwne rzeczy, to właściwie jedyna pora roku, kiedy u mnie w salonie gości tyle kolorów. Tym razem to były malowane poduszki. Nie pierwsze, które stworzyłam, lubię malować po tkaninie.



Jak powstała poduszka z piórkiem przeczytacie w ostatnim numerze DIY HOME, natomiast pozostałe malowałam dla magazynu Cztery Kąty, więc krok po kroku będziecie mogli przeczytać w majowym numerze.
Dla Czterech Kątów powstała też komoda widoczna na tych aranżacjach.


Niedługo wyjedzie na wieś, jak tylko stanie tam garaż, który na razie będzie służył nam za dom :)
Na dziś już wszystko, wspólnie z Azarkiem życzymy Wam spokojnego, niedzielnego wieczoru!



11:18

DIY - jak zrobić wiszące donice?

DIY - jak zrobić wiszące donice?
Zamarzyły mi się wiszące doniczki. Chciałam takie, które nie rzucały by się w oczy, w końcu to kwiaty mają być ozdobą. Niestety kwietniki na ścianę albo mi się nie podobały albo były bardzo drogie. Postanowiłam więc zrobić je samodzielnie. Przecież to nic trudnego.


Kupiłam plastikowe osłonki i gruby sznur. Potrzebowałam już tylko metalowego szpikulca i nożyczek.


Szpikulec rozgrzałam nad ogniem.


Gorącym metalem zrobiłam otwory w obu bokach osłonki.


Na koniec przeciągnęłam kawałek sznurka i zawiązałam supeł.


I już - prosta i ładna dekoracja ściany gotowa. :)



Kącik się zdecydowanie ożywił. Mam nadzieję, że jak kwiaty się rozrosną, osłonek nie będzie widać.

W sprawach donic i osłonek zdecydowanie wolę kreatywne podejście, dlatego odnóżki roślin ukorzeniam np. w silikonowych formach do pieczenia babeczek :)


Muszę się dziś z Wami podzielić moim niewyobrażalnym szczęściem. Pamiętacie jak pisałam, że jedynym życzeniem, marzeniem i postanowieniem na ten rok jest kupno domu na wsi? Jeszcze go co prawda nie spełniłam, bo domu nie mam, ale mam działkę, na której stanie :))))))))))))))))))
Mój kawałek wsi, tuż przy lesie, z małym zagajnikiem sosnowym. I choć "tu na razie jest ściernisko, ale będzie"... nie San Francisco, gdyż od miasta to ja chcę uciec, ale będzie malutki, wiejski domek :)


Pamiętajcie, marzenia się spełniają!

Pozdrawiam,
 Edyta
Copyright © 2016 Pracownia Jabloniee , Blogger