11:56

Mała komódka w stylu boho

Mała komódka w stylu boho
W ten weekend nie udało mi się wyjechać na wieś, a tęsknotę za nią zagłuszyłam tworzeniem dodatków, które wypełnią mój malutki wiejski domek. Tacę z mandalą widzieliście TU, a do kompletu powstała komódka.

Wszystkie niebieskie i granatowe dodatki wyjadą. Nie wiem tylko jak je tam pomieszczę, bo dopóki nie powstanie właściwy dom, wszystko, łącznie z nami, musi schować się w garażu - letnim domku :)

Plan jest taki by dom, ten docelowy, powstał w przyszłym roku. To będzie drewniana konstrukcja, więc sama budowa zajmie około 3 miesiące. Ale te formalności... Teraz jesteśmy na etapie zbierania dokumentów potrzebnych do pozwolenia na budowę. Całe szczęście, że znaleźliśmy w okolicy naszej wsi wspaniałych ludzi, którzy pomagają nam to wszystko ogarnąć. Tak więc mamy już wykonawcę, geodetę, projektantkę i zarazem kierownika budowy. W miarę sprawie udało nam się też wybrać ciekawy projekt domu. Niestety sprawy przeciągają się w urzędach, tam też wszyscy są bardzo mili (aż byliśmy zaskoczeni), ale i tak wszystko musi poleżeć....
Nie pozostało mi nic innego jak czekać i tworzyć dodatki do przyszłego domu. :)


Pozdrawiam,
 Edyta

11:37

historia pewnego jabłuszka

historia pewnego jabłuszka


Od dwóch lat na balkonie rośnie sobie mała jabłoń 'Balerina'. Do tego roku prawie nie kwitła, więc na owoce liczyć nie mogłam. W tym rogu jabłonka ukwieciła się niesamowicie, aż trudno mi było w to uwierzyć.


Z kwiatów zawiązało się mnóstwo owoców. Niestety bardzo szybko spały. Ja, niedoświadczony ogrodnik, z przerażeniem pobiegłam do koleżanki, która orzekła: - Pewnie jest chora, skoro wszystkie jabłka spadły.
Załamałam się, dwa lata pielęgnacji, chuchania, dmuchania, i już, już pełna nadziei po tak bujnym kwitnieniu, robiłam plany co też zrobię z moich ekologicznie uprawianych jabłuszek, a tu masz ci baba placek (albo raczej go nie ma) - jakieś choróbsko. Jedna rzecz mnie zastanawiała, moja jabłonka wcale nie wyglądała na chorą. Po kwiatach przyszła pora na piękne, zielone liście.

Postanowiłam więc z internetu dowiedzieć się co jest grane. Znalazłam - jabłonie zrzucają zalążki owoców, jeśli jest ich za dużo. Zostawiają tylko tyle, ile są wstanie "wykarmić". Okazało się, że zjawisko jest jak najbardziej naturalne, a jabłoni nic nie dolega. Ale dlaczego zrzuciła wszystkie jabłuszka? Poszłam na balkon, jeszcze raz ją obejrzeć i po wnikliwym szukaniu znalazłam! Jedno, jedyne, najukochańsze jabłuszko :)


Nawet w "Seksmisji" były dwa jabłka, a ja mam jedno, "święte" jabłko ;)
Teraz trzymajcie kciuki, aby pięknie dojrzało. Tymczasem na zachętę narysowałam mu dojrzałe jabłuszka, aby wiedziało, w którym kierunku zmierzać.



Pewnie część z Was się zastanawia - o co tyle szumu, jedno jabłko? Otóż to bardzo ważne dla mnie jabłko, bo po pierwsze, na balkonie nie tak ławo wyhodować taki owoc, po drugie nazwa bloga zobowiązuje, muszą tu być jabłonie(e), no i jabłko, oczywiście ;)

Pozdrawiam, 
Edyta

12:31

Malowana mandala i wieś

Malowana mandala i wieś
Mandale powróciły ze zdwojoną siłą. Przez kilka miesięcy nie miałam ochoty w ten sposób niczego dekorować, a teraz co post, to mandala, no prawie :)
Ale co mam zrobić, gdy tak bardzo mi się one podobają. Tym razem zaczęło się od kupna ręcznika...


I, jak większość rzeczy w niebiesko-granatowych kolorach, ręcznik wyjechał na wieś. Pięknie prezentował się na łące, ale brakowało mi tacy, która dałaby stabilną podstawę pod kubek z kawą. Kupiłam więc szablon. Poszukałam inspiracji.


I oto jest:

Taca była wcześniej szczotkowana. Więc jej powierzchnia nie była równiuteńka, i gdy malowałam przy użyciu szablonu, farba się lekko rozlała. Uznałam, że ciekawie to wygląda, więc dla pogłębienia efektu, pokryłam całość białym woskiem.




A to co posłużyło mi za tło do stylizacji to widok z okna w mojej chatce na wsi.


Uwielbiam leżeć w hamaku i go podziwiać. Mogłabym tak godzinami. Zwłaszcza, że w tym moim, bardzo dzikim jeszcze, ogródku zakwitły kwiaty. Oczywiście ich nie sadziłam, same urosły :)

 To niejedyne kwiaty w okolicy. Po bujnie kwitnącym bzie, akacjach, czeremsze nadszedł czas na kosaćce. Niesamowity widok.


Wciąż nie możemy przestać zachwycać się naszym nowym miejscem życia (na razie weekendowym;) Pół dnia spędziliśmy nad jeziorem.

Już nie mogę doczekać się kolejnego weekendu, a Wy?

Pozdrawiam, 
Edyta

10:58

Metamorfoza stołka

Metamorfoza stołka
Tak dawno niczego nie malowałam, że aż mnie ściskało z chęci przerobienia czegoś...


Padło na taboret, który kiedyś, dawno temu pomalowałam na seledynowo, a blat postarzyłam metodą szczotkowania i zawoskowałam ciemnym woskiem. Nieładnie to wyglądało, a już z pewnością nie pasowało do mojego salonu. A właśnie w tym pokoju stołek ów stał i służył mi jako drugi stolik kawowy. Dobrze więc, że naszła mnie chęć przerobienia go, bo teraz mi się bardziej podoba.

PRZED



Może zauważyliście, że zmienił się też napój. Zamiast kawy jest yerba mate. To próba  wyleczenia mnie z nałogu podjęta przez mojego syna. Cóż, dzieci nie lubią słabości swoich rodziców, za to ja bardzo lubię kawę. Yerba mate z pewnością tak dobrze nie smakuje. :( Ale pijam ją, gdy już wiem, że kolejna filiżanka kawy mi nie wyjdzie na zdrowie. ;)


Przy okazji właściwy stolik kawowy dostał nową mandalę.:)




I w ten sposób z salon znów został lekko odświeżony. Wyjechały też prawie wszystkie niebieskie dodatki - niebiesko będzie na wsi, tu niech króluje biel, czerń, drewno i zieleń :)

Pozdrawiam, 
Edyta



11:14

Wrocław na majówkę

Wrocław na majówkę
Wciąż gonię w piętkę, więc nie miałam czasu opowiedzieć o majówce. W tym roku odwiedziliśmy Wrocław. Choć wcześniej już tam byłam, zachwycił mnie ponownie.
Pierwszego dnia szwendaliśmy się bez celu po starym mieście i co chwilę napotykaliśmy na jakieś cuda.

 






Jedną z ciekawszych rzeczy była wystawa, na którą przypadkiem trafiliśmy w jednym z kościołów. Wyeksponuje rzeczy przywiezione przez misjonarzy z Afryki.
A wiecie co to jest?


Taboret pokutny :) Czyż nie jest uroczy?
Drugi dzień spędziliśmy w ZOO. Większość czasu w afrykarium.



 Choć zachwyciło nas też minizoo

Trzeci dzień (3 maja) zrobiliśmy dniem edukacyjnym. Zaszliśmy do Muzeum Pana Tadeusza. Oj wiele można by tu opowiadać, ale myślę, że aby to docenić trzeba tam być. Oczywiście najwięcej sal opowiada o Mickiewiczu, jego dziele i epoce, w której żył.



Można też podziwiać egzemplarz Konstytucji 3 maja.


Ale są też wystawy poświęcone innym czasom i bohaterom.
Zachwycający był korytarz "Powidoki", gdzie na ścianie z mgiełki wodnej wyświetlane są sceny z różnych filmów.



Z racji zawodu i zainteresowań zwróciłam uwagę na gabinet Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Niejedna osoba chciałaby mieć teraz takie meble.


Kochani, w myśl cytatu "cudze chwalicie, swego nie znacie" zachęcam Was do odwiedzenia Wrocławia.
A jeśli pytacie, dlaczego nie wspomniałam o krasnalach, odpowiem, że zrobię to, ale we właściwym czasie :)

Pozdrawiam, 
Edyta

11:28

Zielona mandala. Czy rysunek może przynieść szczęście?

Zielona mandala. Czy rysunek może przynieść szczęście?
Jakiś czas temu odwiedziła mnie koleżanka. Rozmowa zeszła na moje rysunki, które wiszą w salonie. Jednym z nich była czarna mandala. Widząc ją koleżanka zapytała czy narysowałam też zieloną. Oparłam, że nie. "To zrób to koniecznie" - powiedziała. A następnie dodała, że zielona mandala przynosi szczęście finansowe, pod warunkiem, że narysuje się ją samodzielnie. Dodała też, że odkąd ma swoją nigdy nie zabrakło jej pieniędzy. Nie wzięłam sobie tego do serca, bo czy rysunek może przynieść szczęście, jakiekolwiek? Samo rysowanie oczywiście mnie uszczęśliwia, szczególnie jak mi się coś uda, ale powodzenie finansowe uzależnione od konkretnego wzoru? Nie przemawiało to do mnie, a jednak w głowie wciąż miałam naszą rozmowę. W końcu od dawien dawna ludzie wierzyli, że pewne przedmioty przynoszą szczęście - zużyte podkowy, dzwoneczki, grosz w portfelu czy karpia łuska zachowana z ryby przygotowywanej na wigilię. A kolory? O symbolice barw pisano już wiele, a zieleń to w końcu kolor nadziei. Z ciekawości sprawdziłam znaczenie mandali. Obraz wpisany w okrąg pojawiał się w wielu kulturach, często oznaczał harmonię, uporządkowanie chaosu. W buddyzmie mandala jest formą medytacji. W Europie wykorzystywana jest w celach terapii antystresowej, często w formie kolorowanek.
Podsumowując całą tę wiedzę, uznałam, że nawet jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi mi zielona mandala. Zwłaszcza, że jej rysowanie to duża frajda.




Tak się rozpędziłam z tym malowaniem, że powstała jeszcze biała mandala, na drewnianej podstawce.



Obie stanęły na komodzie w sypialni.





Ciekawa jestem co Wy sadzicie o przedmiotach, wzorach czy roślinach przynoszących szczęście? A może znacie takie co przynoszą pecha? Oczywiście mam na myśli przedmioty, które można przynieść do domu, a nie np. czarnego kota przebiegającego drogę - w to akurat nie wierzę, koty są wspaniałe, nieważne w jakim kolorze mają futerko. :)

Pozdrawiam,
Edyta
Copyright © 2016 Pracownia Jabloniee , Blogger