04:43

Projekt - dom na wsi - zakup działki cz.2

  Projekt - dom na wsi - zakup działki cz.2
W poprzednim wpisie z cyklu "Projekt - dom na wsi" opisałam wam pokrótce jak znaleźliśmy naszą działkę. Dziś chciałabym podzielić się tym, jak doszło do zakupu. Przy okazji zwrócić waszą uwagę na kilka istotnych rzeczy, o których warto wiedzieć zanim się kupi działkę. 

Fot. pixabay.com

Decyzja o kupnie działki

Po tym jak agent nieruchomości pokazał nam działkę, pojechaliśmy obejrzeć okolicę. Dotarliśmy nad jedno z okolicznych jezior, do jego brzegu przedzieraliśmy się przez dość gęsty las, i właśnie tam zdecydowaliśmy, że to jest właściwe miejsce dla nas. Podejmowanie decyzji zajęło nam niespełna półgodziny - oboje czuliśmy chemię to tej okolicy :).
Zadzwoniliśmy do agenta, by przekazać mu wieści (biedak nie zdążył nawet wrócić do domu). Od razu poprosiliśmy o numer księgi wieczystej, po co nam on?

Fot. pixabay.com

Księga wieczysta - pierwsze źródło informacji o działce

Numer księgi wieczystej pozwala szybko ją odnaleźć i zajrzeć w jej treść.  Może to zrobić każdy, wystarczy wejść na stronę Ministerstwa Sprawiedliwości i w wyszukiwarkę wpisać właśnie ten numer.
Dowiemy się z niej:
a) jaki to rodzaj działki;
b) jak rzeczywiście duża jest działka (ogłoszenia agencji nie zawsze są precyzyjne);
c) kto jest właścicielem i ilu jest właścicieli;
d) czy działka nie jest obciążona hipoteką lub służebnością.
ad. a 
 Szukając działki natknęliśmy się na wiele nazw: budowlana, rekreacyjna, siedliskowa, rolna, leśna. Nasza jest działką budowlaną, więc nie mieliśmy problemu z uzyskaniem pozwolenia na budowę domu (oczywiście zgodnego z warunkami zabudowy, o czym będę jeszcze pisała). Co do działek rekreacyjnych nie ma w prawie dokładnego ich opisu. Z założenia nie można na nich stawiać całorocznych budynków mieszkalnych, ale w rzeczywistości wszystko zależy od gminy i miejscowego planu zagospodarowania terenu. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że te działki zazwyczaj były obłożone wyższym podatkiem od nieruchomości, który przecież musimy płacić co roku. Tu od razu uwaga! Przed zakupem dowiedzmy się np. od właściciela lub w urzędzie jak duży podatek będziemy musieli płacić za działkę. W naszym przypadku gmina nalicza inną (wyższą) kwotę za działkę niezabudowaną, a inną za nieruchomość z domem.
Siedlisko - i to w polskim prawie nie jest dość jasne, przyjmuje się, że siedliskiem nazywamy część ziemi w gospodarstwie rolnym, na której stoją zabudowania (dom i budynki gospodarcze).
Działka rolna - można ją odrolnić i postawić dom, ale nie będę pisała wam jak to zrobić, bo nie wiem. My nie szukaliśmy tego typu działki.
Działka leśna - podobno najtrudniej na niej wybudować dom, ale nie zgłębiałam tematu, bo nie chcieliśmy poświęcać zbyt dużo czasu na ewentualne formalności.

ad. b Nie muszę tłumaczyć po co nam jest wiedza o wielkości działki. Ale warto wspomnieć, że jej granice możemy sprawdzić na geoportalu. Zobaczycie tu dokładny kształt nieruchomości oraz działek do niej przyległych. Możecie też dokonać pomiarów granic i powierzchni. Ja korzystałam z niego podczas planowania rozmieszczenia budynków i ogrodu, ale to zdecydowanie na późniejszym etapie. :)


ad. c W naszym przypadku rzecz była prosta - był tylko jeden właściciel, ale wiem, że może być inaczej. Jeśli nieruchomość należy do większej ilości osób, musicie zebrać ich wszystkich, by zdobyć zgodę na sprzedaż nieruchomości. Znam osoby, którym na czekaniu na poszczególnych członów rodziny zeszło kilka miesięcy. 
ad. d Co to jest hipoteka wszyscy wiemy, ale wyjaśnię na czym polega służebność. Najprościej mówiąc oznacza ona, że musimy udostępnić część naszej ziemi np. jako drogę dojazdową do posesji obok. Nie jest to fajne, bo może się zdarzyć, że sąsiad będzie mógł jeździć nie tylko samochodem, ale także ciągnikiem po naszej ziemi, która mogłaby być w tym miejscu pięknym ogrodem. ;) My i tu mieliśmy szczęście, bo nasza działka niczym nie była obciążona.

Fot. pixabay.com

Urząd Gminy prawdę ci powie o twojej działce

Kolejnym naszym krokiem przed zakupem działki było zebranie informacji na jej temat w urzędzie. Tu potwierdziliśmy, że jest to działka budowlana oraz dowiedzieliśmy się, że leży na terenie objętym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Z planu dowiedzieliśmy się, że możemy postawić jednorodzinny dom wolnostojący oraz prowadzić nieuciążliwą działalność gospodarczą - to ważne z dwóch powodów. Po pierwsze wiemy, że również sąsiednie działki objęte są takim samym planem, więc jest mało prawdopodobne, że sąsiad otworzy hałaśliwy warsztat czy dyskotekę :). Po drugie daje to nam możliwość prowadzenia jakiejś cichej firmy. Plan zagospodarowania pomaga też w późniejszych etapach, będzie potrzebny przy wyborze konkretnego projektu domu (określa jak ma wyglądać bryła, np. jaki kąt nachylenia może mieć dach). Potrzebny jest projektantowi, który będzie wpisywał dom w działkę oraz przy projekcie np. instalacji wodno-kanalizacyjnej. Jeśli działka, którą chcecie kupić nie leży na terenie objętym miejscowym planem zagospodarowania, będziecie musieli zgłosić się do urzędu o wydanie warunków zabudowy - nie powiem wam ile to będzie trwało i jakich formalności wymaga, bo my tego nie musieliśmy robić.


Ważne media w działce

W Urzędzie Gminy dowiedzieć się też można, czy nie będzie kłopotu z dociągnięciem wody i kanalizacji (o ile takie media w ogóle są dostępne w miejscu gdzie chcemy kupić działkę). U nas jest tylko wodociąg. Zanim kupiliśmy działkę zapytaliśmy czy nie będzie kłopotu z podłączeniem się do niego. Okazało się, że nie. Gorzej było z prądem. W internecie przeczytałam, że każdy, nawet jeśli nie jest właścicielem działki, może wystąpić do lokalnego dostawcy z wnioskiem o warunki przyłączenia, niestety nas poproszono o akt własności, więc z całą sprawą musieliśmy poczekać, aż kupimy działkę i powstanie na niej jakiś budynek (w naszym przypadku był to garaż). Po zakupie działki, jeśli nie ma na niej budynków, można ubiegać się o przyłącze do celów budowlanych, ale taki prąd jest droższy od zwykłego. My i tak potrzebowaliśmy jakiegoś budynku, więc najpierw postawiliśmy garaż, a dopiero później złożyliśmy wniosek.  



Co warto wiedzieć przed zakupem działki pod budowę?


Podsumujmy: zanim kupimy działkę musimy poznać jaki jest jej rodzaj, jaka jest jej wielkość i kształt, ilu ma właścicieli, czy jest obciążona hipoteką lub służebnością, do jakich mediów ma dostęp, czy jest objęta miejscowym planem zagospodarowania. 
U nas jeszcze doszedł kłopot z dostępem do drogi. Na pierwszy rzut oka działka leży przy drodze, ale okazało się, że fragment ziemi tuż przy asfalcie nie należy do nas, a do gminy (to zauważyliśmy na geoportalu). Więc gmina musiała wydać nam pozwolenie na zrobienie podjazdu. O promesę postarał się sprzedający, jeszcze przed podpisaniem aktu notarialnego.
O samym podpisaniu aktu i o tym co jeszcze zrobiliśmy przed nim oraz co zrobiliśmy zaraz po nim, napiszę w następnym odcinku cyklu, dziś i tak zasypałam Was informacjami. Ciekawa jestem czy ktoś dotrze do końca moich wypocin ;)


Pozdrawiam, 
Edyta


04:39

Jak nie kochać mebli giętych?

Jak nie kochać mebli giętych?

Są takie przedmioty, którymi się zachwycasz, a za jakiś czas o nich zapominasz, ot takie zakochanie. Są też takie rzeczy, którymi się zachwyciłaś/łeś i pozostajesz pod ich urokiem na zawsze, to właśnie miłość. Ja kocham meble gięte, od zawsze. No niezupełnie, odkąd miałam 10 lat. Wówczas moja sąsiadka przytargała do domu (oczywiście swojego) cudowny, zachwycający i bardzo wygodny fotel bujany! Tak, ten sam, który do dziś produkuje chociażby fabryka Fameg. Pamiętam, że przesiadywałam u niej, w tym fotelu, godzinami (teraz sobie myślę, że musiała mieć mnie serdecznie dość;)). Jestem pewna, że w moim nowym domu właśnie taki fotel ze mną zamieszka.

Fot. Fameg

Michael Thonet - twórca mebli giętych

 Thonet był zwykłym cieślą, który dzięki swojej pomysłowości stał się niezwykłym przedsiębiorcą i bogatym człowiekiem. Pierwszy warsztat założył w 1819 roku w Boppard, w Prusach. Niestety jego kraj go nie docenił, patent przyznano mu w Paryżu, a sławę przyniósł mu Wiedeń, gdzie udał się na zaproszenie księcia Klemensa Wenzela von Metternich, po tym jak jego zakład w Niemczech popadł w finansowe kłopoty. Michael zmarł w roku 1871 w Wiedniu, zostawiając swoim synom kilka fabryk w Europie, między innymi działające do dziś fabryki -  Fameg w Radomsku i TON w Czechach.

Meble gięte - produkcja

O tym jak się produkuje meble gięte pisałam już kiedyś przy okazji wizyty w fabryce w Radomsku (TU). 
Poprzedni post był nieco chaotyczny, ale to dlatego, że byłam wówczas pod wpływem ogromnych emocji - pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego, gięłam drewno! Sprawiłam, że nabrało tych pięknych kształtów, w których się kiedyś zakochałam. 
A jak to dokładnie wygląda? Otóż drewno - okrągłe lub prostokątne długie jego kawałki  - poddaje się działaniu bardzo gorącej pary. Robi się to w piecach, dokładnie tak jak przed prawie dwoma wiekami. Hala, w której się to dzieje również przypomina fabrykę sprzed wieków - część maszyn jest stara, a wciąż dobrze działa. To sprawia, że gdy się tam wchodzi czuje się niesamowitą aurę, no i wspaniały zapach drewna.
Kiedy drewno jest jeszcze mokre wkłada się je w metalową formę nadającą mu odpowiednio wygiętą formę - to robi się ręcznie, bardzo delikatnie, gdyż drewno może pęknąć. 

Fot. Fameg
Tak formuje się każdy element, a następnie skręca się je tworząc gotowy mebel. Cześć z nich się tapiceruje, a część dostaje urocze, ręcznie wyplatane siedziska.

Fot. Fameg


Thonetowskie krzesła

Oczywiście najbardziej znane jest krzesło Nr 14, nagrodzone złotym medalem na Wystawie Światowej w Paryżu w 1867 r. Dzięki wiedeńskim kafejkom, popularnością cieszy się też krzesło nr 4. Stało się ono oficjalnym krzesłem we wiedeńskich kawiarniach, po tym jak w 1850 roku Thonet wyposażył jedną z nich właśnie w ten model.

Fot. Fameg
Ja jednak zakochałam się w innym - w 18. Gdy miałam naście lat zalazłam takie na śmieciach. Niestety miało zepsute siedzisko, a ja wówczas jeszcze nie miałam zacięcia DIY, no nie w takim stopniu jak teraz. Wyczyściłam je tylko, polakierowałam, a w otwór po siedzisku włożyłam donicę - krzesło odtąd było kwietnikiem. Gdy wyprowadziłam się z domu, ono tam zostało, a później przy przeprowadzce rodziców, gdzieś zaginęło :(

Teraz gdy moda na PRL-owskie meble wróciła, również powróciło wspomnienie, mojego kwietnika. Znów zapragnęłam takie krzesło mieć. Oczywiście mogłabym kupić nowe, ale po co, skoro można dostać stare? Kiedyś zwierzyłam się z tego marzenia Małgosi z dekudeku.pl. Po jakimś czasie zadzwoniła do mnie z pytaniem czy nadal je chcę? Oczywiście! Małgosia jest rewelacyjna w wyszukiwaniu starych mebli. Pomógł też jej mąż - wyszlifował, posklejał, zaszpachlował moje nowe krzesełko. Gdy do mnie dotarło wyglądało tak. 


W pierwszej chwili, jak zobaczyłam, że jest tak pięknie oczyszczone, chciałam zostawić naturalny kolor drewna, ale ostatecznie zdecydowałam się na pomalowanie go na...

 
  ... czarno, jakby inaczej? ;)


Na tym nie kończy się moja historia z meblami giętymi, mam ich jeszcze trochę - krzesła, o których pisałam TU, wieszak, który sama gięłam i dwa inne wieszaki z odzysku, które zaprezentuję w przyszłości. A jakie są Wasze meblowe miłości? Piszcie w komentarzach, może znów się zakocham. :)


Pozdrawiam,
Edyta

11:35

Projekt - dom na wsi - zakup działki cz. 1

Projekt - dom na wsi - zakup działki cz. 1
Wiem, że wiele osób zaglądających na mojego bloga planuje, buduje lub marzy o budowie domu na wsi. Ja swoje marzenie realizuję, więc postanowiłam podzielić się z Wami doświadczeniem, które już mam. Jeśli będziecie mieli pytania - piszcie w komentarzach. Jeśli macie większe doświadczenie i chcielibyście się nim podzielić, będę wdzięczna jak też napiszecie uwagi w komentarzu. :)

Poszukiwanie działki na wsi

My właściwie wpierw poszukiwaliśmy starego domu. Niestety ograniczał nas budżet i przepisy (nie będąc rolnikiem można kupić dom z działką o maksymalnej powierzchni 5000 m kw., działkę bez domu o maksymalnej powierzchni 3000 m kw). Oczywiście jak wiele przepisów i ten można obejść, a właściwie nie obejść, ale uzyskać pozwolenie od Agencji Rolnej na zakup większego terenu. Raz byliśmy już blisko zakupu pięknego drewnianego domku z działką o pow. 7000 m kw. Już prawie złożyłam dokumenty w AR, gdy doczytałam, że po uzyskaniu zgody muszę przez 5 lat prowadzić na tej ziemi gospodarstwo (co ja wiem o prowadzeniu gospodarstwa?! Może lawendę bym wysiała...) i przez 10 lat nie mogłabym tej działki sprzedać. Zrezygnowaliśmy, bo skąd mogę wiedzieć co będzie za 5, 7, 10 lat... Drugi raz byliśmy bardzo blisko zakupu domu w samym środku lasu. To była śliczna okolica, chyba mam gdzieś zdjęcie.


Niestety tylko takie mogę pokazać, domu nie będę publikować, bo musiałabym mieć pozwolenie właściciela, a z tym nie rozstaliśmy się w przyjaźni, niestety nie dogadaliśmy się co do warunków, a pan się na nas obraził, że zajęliśmy mu tyle cennego czasu ;). W późniejszym rozrachunku byliśmy zadowoleni z rozwoju sytuacji, bo chociaż całym sercem pragnęłam tego domu, to nie byłby dobry wybór - dom był lekko przechylony, drzwi wewnętrzne wypaczone (wszystkie), a dojazd do posesji to leśna droga, zimą często nieprzejezdna.
Nie będę opisywać wszystkich naszych potencjalnych domów, bo poszukiwania trwały kilka lat, więc byłby to bardzo długi post. Napisze tylko dlaczego odrzucaliśmy kolejne - wilgotny teren (woda stała w piwnicy); działka zabudowana wieloma budynkami nadającymi się tylko do rozbiórki (okazuje się, że rozbiórka i utylizacja gruzu, blachy, eternitu jest bardzo droga); wieś pełna ujadających psów (trafiliśmy na dom we wsi, gdzie podczas dwóch godzin oglądania i rozmowy z właścicielem, bardzo miłym człowiekiem, ujadało bez przerwy kilkanaście psów, nie dało się tego znieść, a przecież kocham zwierzęta); bliskość ruchliwej trasy (choć nie było jej widać, słychać było ciągły szum i przejeżdżające tiry); dom z pozoru w dobrym stanie, ale po dokładnym obejrzeniu widać było pęknięcia ścian, a w dechach ślady szkodników. 
Skracając - po długich poszukiwaniach idealnego domu, mąż stwierdził, że zakup starej chałupy może być zbyt ryzykowny, bo nie wiadomo co się w nim kryje i czy w konsekwencji renowacja nie będzie droższa od budowy nowego domu, a przypomnę, że budżet mieliśmy bardzo skromny. Wówczas zaczęłam szukać działki.

Gdzie szukać nieruchomości na sprzedaż?

Podobnie jak wcześniej domu, działkę szukałam w internecie. Niestety nie mieliśmy ściśle określonej okolicy - wiedzieliśmy, że ma być w odległości około 150 km od miasta, w którym mieszkamy. Kierunek jednak nie został przez nas wyznaczony. Trudno więc byłoby jeździć od wsi do wsi z pytaniem czy jest w okolicy działka na sprzedaż (choć wiem z doświadczeń znajomych, że w ten sposób można tanio kupić nie tylko działkę, ale i dom). My jednak tej opcji nie wybraliśmy. Za to siedziałam godzinami na dwóch portalach: morizon.pl i otodom.pl. W wyszukiwarkę na tych stronach wpisywałam nazwę naszego miasta, odległość 150 km, a później wyniki sortowałam od najtańszych. Przy oglądaniu  korzystaliśmy z pomocy agencji nieruchomości, bo to one najczęściej dają ogłoszenia w internecie. I tu porada - zanim umówicie się z agentem zapytajcie o prowizję i poproście o przesłanie mailem umowy. Ceny agencji są bardzo różne - od 0 zł (prowizję płaci tylko sprzedający) do 2-3 % wartości nieruchomości. W przypadku tanich działek zdarza się, że trzeba zapłacić określoną kwotę. Jedna z agencji za dom o wartości 70 000 zł zażyczyła sobie prowizji w wysokości 4000 zł. Jeśli więc znajdziecie wymarzoną nieruchomość, a okaże się, że agencja daje kiepskie warunki, spróbujcie w google znaleźć ten dom czy działkę - często zdarza się, że tę samą ofertę ma kilka agencji, a nawet, że na darmowych portalach ogłasza się sam sprzedający. 

Zanim kupisz dom określ swoje potrzeby i możliwości

Właściwie o tym powinnam napisać na samym początku - zanim zaczniecie szukanie określcie swoje potrzeby. Dobrze je przedyskutujcie, a nawet spiszcie na kartce. My od początku mieliśmy je ściśle określone - dom (najlepiej stary), w kolonii (nie w centrum wsi), z dala od sąsiadów, nie chcieliśmy dachu z eternitu, idealnie gdyby na działce była studnia lub wodociąg, sama działka minimum 2000 metrów. W najbliższej okolicy musi być dużo lasów (wiecie, że kocham las), bonusem będzie jezioro. Niestety po kilku latach do głosu doszły możliwości - domy w dobrym stanie są za drogie, a zakup rudery może całkowicie zniszczyć budżet, więc w grę wchodzi działka. Nieruchomości oddalone od innych zabudowań nie mają dobrej drogi dojazdowej (musielibyśmy zmienić samochód na terenowy, co podrożyłoby znacznie całą sprawę). Często podczas oglądania domu musieliśmy zostawiać samochód w polu i do działki iść pieszo. Nie pozostało nic innego jak pójść na kompromis. W ostateczności kupiliśmy działkę przy drodze asfaltowej, ale nieruchliwej. Działka znajduje się we wsi o bardzo luźnej zabudowie, więc z jednej strony mamy las, z drugiej pola, a z dwóch pozostałych działki budowlane, ale jeszcze niezabudowane (co oczywiście może się zmienić). Media (wodociąg i prąd) są w działce lub tuż przy niej, dachu z wiadomych powodów nie ma, ani z eternitu, ani z innego materiału :). Za to okolica jest cudowna - to park krajobrazowy, pełen lasów i jezior. :) Działka ma też założoną przez nas wcześniej wielkość - ponad 2000 metrów, choć wśród pól wydaje się bardzo malutka. Oto ona (tu już z garażem i z narysowanym przeze mnie zarysem domu :).



Działkę pokazał nam agent nieruchomości - prowizję miał niewielką, a ponieważ sama działka była bardzo tania (jak się później okazało dużo tańsza niż jej wartość rynkowa), nie ubodła nas prowizja agencji. Fakt, że udało nam się kupić tanio działkę jest dowodem na to, że nawet w internecie można znaleźć dobrą okazję. Trzeba tylko być cierpliwym i tak zdeterminowanym jak ja :). O tym, co było dalej napiszę w kolejnym poście z cyklu "Projekt - dom na wsi". Tymczasem serdecznie pozdrawiam.

Edyta



13:05

Podsumowanie 2018 roku

Podsumowanie 2018 roku

Wiem, że już prawie wszyscy zakończyli podsumowania, ale ja długo nie mogłam się zebrać do napisania tego wpisu. Wciąż nie wiem jaki to był rok, bo z jednej strony był szczęśliwy, a z drugiej stało się kilka złych rzeczy. 
Ale od początku. 
Styczeń - to właśnie w Nowy Rok postanowiłam, że w 2018  zakończę sukcesem moje wieloletnie poszukiwanie domu na wsi. To było jedyne postanowienie noworoczne.



Nawet zaczęłam, wspólnie z mężem, robić dekoracje do naszego wiejskiego domku ;)


Luty - nadal jeździliśmy po wsiach w poszukiwaniu naszego miejsca. Twórczo rozwijałam się rysując i tworząc zielone słoje.


Marzec - udało mi się po raz kolejny opublikować magazyn DIY HOME. Cieszę się, że nadal to robię :)

https://issuu.com/jabloniee/docs/diy_home_9
W marcu doszłam do wniosku, że nie stać nas na taki dom jaki chcielibyśmy, i że lepiej zrobimy kupując działkę na wsi. 

Kwiecień - to był szczęśliwy miesiąc! Po baaardzo długich poszukiwaniach udało nam się znaleźć działkę, prawie idealną. Dokładnie w dniu moich urodzin podpisaliśmy Akt Notarialny. :) 


Od dnia zakupu jeździliśmy tam prawie co weekend. Oczywiście od razu zaczęłam kupować rośliny i je sadzić. :)




Maj -   Na Majówkę pojechaliśmy do Wrocławia.



Na działce stanął garaż, który pełnił rolę domku letniskowego przez cały sezon.


 Powstało też kilka prac.



Czerwiec - był bardzo kreatywny, powstało wiele prac i rysunków.



Niestety w czerwcu dowiedziałam się też, że zamykają mój kochany magazyn "Cztery Kąty", i że wkrótce zostanę bez pracy. :(

Lipiec i sierpień - w obawie, że zostanę bez dochodu chwytałam się różnych zleceń, w rezultacie pracowałam w kilku miejscach, nie wyjechałam na wakacje, i jedynie weekendy na wsi były dla mnie chwilami wytchnienia. Ale były to naprawdę miłe chwile, las, hamak, motyle, ptaki i my. :)


 Znajdowałam też czas na proste rysunki i kreatywne działanie.




Wrzesień - wpadliśmy na chwilkę do Katowic. 




 Październik - zaczęłam nową pracę. Ta pochłonęła mnie zupełnie. Poza pracą niewiele się działo.


 Listopad - praca, praca, praca... Na koniec miesiąca dobra wiadomość - dostaliśmy pozwolenie na budowę! A tymczasem udało mi się zrobić taką dekorację.


Grudzień - Doigrałam się, przemęczenie mnie dopadło, organizm odmówił posłuszeństwa, chorowałam raz za razem. Rodzinne święta były miłą odmianą po pracowitych miesiącach i choć wciąż wracam do zdrowia, świat wydaje się odrobinę lepszy, przyjaźniejszy. :)


Sama nie wiem jak, ale udało mi się też opublikować kolejny numer DIY HOME.


https://issuu.com/jabloniee/docs/diyhome_9_ok

Sami widzicie, że trudno ten rok zakwalifikować do udanych bądź nieudanych. Z jednej strony spełniłam swoje największe marzenie (prawie, bo domu jeszcze nie ma), z drugiej straciłam najlepszą pracę jaką w życiu miałam, a na dodatek od dwóch miesięcy choruję. Myślę jednak, że nie był to zły rok, po pracy zostały wspomnienia i cudowni znajomi, a w nowym roku czeka mnie najważniejsze zadanie - nadzorowanie budowy. Trzymajcie więc kciuki by udało mi się zrealizować marzenie do końca. :)
Upgrade
 Po komentarzu Eli zmieniłam zdanie - to był udany rok! Mam cudowną rodzinę, swoje wymarzone miejsce na ziemi. Reasumując niech dalej będzie tak jak jest, a wszystko się jakoś poukłada. :)
Elu dziękuję, że otworzyłaś mi oczy. Kochana życzę Ci, aby się wszystko poukładało w Twoim życiu i żebyś zawsze była tak pozytywną osobą!


Pozdrawiam,
Edyta

07:22

Szczęśliwego Nowego Roku!

Szczęśliwego Nowego Roku!


Edyta

10:36

Świąteczne dekoracje

Świąteczne dekoracje
To już tradycja, że czas poświąteczny to na blogu podsumowanie właśnie Bożego Narodzenia. Zazwyczaj nie mam czasu na bieżąco relacjonować tego co się dzieje, ale może te zdjęcia będą inspiracją na przyszły rok?


Zrobiłam kilka lasów w szkle - część na prezent, gwiazdę dla siebie.





Słojów nie pakowałam w papier, ale pozostałe prezenty już tak. Wybrałam szary papier, aby jednak nie były zbyt minimalistyczne dodałam kilka elementów. Po pierwsze sama wykonałam etykiety.


Wykorzystałam do nich rysunek skrzata z zeszłego roku. 


Dzieciom do prezentów dołożyłam lizaka. 


Dorośli dostali ozdoby bożonarodzeniowe.


W tym roku zrobiłam sobie kilka prezentów. :) Kupiłam drewnianą gwiazdę i piękną dechę



oraz śliczne świeczniki.



Dostałam też od koleżanki cudne podkładki. Iwona robi niesamowite rzeczy, możecie je zobaczyć na jej profilu na Instagramie @iwonasz


A jak Wam minęły święta?

Pozdrawiam, 
Edyta
Copyright © 2016 Pracownia Jabloniee , Blogger