Ceramiczne gady...

Ceramiczne gady...

 ... i płazy. Jak ja uwielbiam te zwierzęta. Nie mogę się doczekać, aż wiosna wreszcie obudzi je  i znów będę mogła podziwiać te stworzenia na żywo. A mam ich w ogrodzie całkiem sporo. Widziane i udokumentowane zdjęciowo to grzebuszka, traszka, ropucha, żaba leśna, trawna i wodna, jaszczurka zwinka, rzekotka drzewna, wąż gniewosz. Nie wiem nawet czy wszystkie wymieniłam, ale niestety o tej porze roku są jeszcze w ukryciu. Czasem, gdy za nimi mocno tęsknię lepię ich gliniane podobizny. Tak powstały poniższe doniczki.

Tutaj z żabkami (podstawka pękła, ale druga żabka ulepiona na niej przetrwała, a nowa podstawka z trzecią żabką czeka na wypalenie w pracowni). 






A tutaj jeszcze zdjęcia bez kwiatka,  robione przy sztucznym oświetleniu. 




Powstała też doniczka z jaszczurką. Tym razem pomalowałam ją nieco inaczej, wzorowałam się na egzotycznych, hodowlanych jaszczurkach. Nie jestem z efektu bardzo zadowolona, więc tylko dwie fotki jej zrobiłam.



Dzisiejszy post zakończy miska z wężem. Wiem, że nie każdy zniósłby takie zwierzę na swoim stole, ale ja akurat nie mam z tym problemu. :)





Mam nadzieję, że też lubicie gady i płazy, a ten post nie wyda się Wam przerażający ;)

Byle do wiosny!
Pozdrawiam,
Edyta
Krótka wycieczka do Rzymu i kusamono

Krótka wycieczka do Rzymu i kusamono

 Luty obfituje u mnie w tak wiele wydarzeń, że nie miałam wcześniej czasu tu zajrzeć, a szkoda bo tak wiele mam Wam do pokazania...

Zacznę od niespodziewanej wyprawy do Włoch, a konkretnie do Rzymu. Cóż, ponieważ "wszystkie drogi tam prowadzą", Rzym jaki jest każdy wie. Jeśli nie widział go w rzeczywistości, to z pewnością na ekranie telewizora lub komputera. Dlatego oszczędzę Wam zdjęć zabytków, które tak czy siak każdy choć trochę zna, a to przecież nie jest blog podróżniczy. Ja podziwiałam w Rzymie roślinność. Przeciągająca się zima u nas i ta wszechobecna biel z szarością spowodowały, że zachwyciłam się tym co zobaczyłam na południu Europy. Byłam już kiedyś w w tym mieście właśnie w lutym, pamiętałam, że tam przyroda już świętuje wiosnę, ale nie zapamiętałam aż tak bujnej zieleni, którą zobaczyłam w tym roku. 











I oto ja - zapalona ogrodniczka, miłośniczka roślin wszelakich, wyposzczona, zmuszona do długiej przerwy ogrodniczej przez polski klimat, nagle otoczona tyloma wspaniałymi roślinami! Wyobrażacie to sobie? Taka doza inspiracji, co ja miałam z nią zrobić, gdy po powrocie znów zastałam ogród zasypany śniegiem? 

Nie pozostało mi nic innego jak zrobić kolejny minikrajobraz. Tym razem z sukulentów i kaktusów, roślin, które widziałam jako ogromne egzemplarze w rzymskich ogrodach. Tymczasem, u mnie w wersji mini.


Oprócz włoskich krajobrazów inspirowałam się dziełami innych osób, powstałymi wg zasad japońskiej sztuki kusamono (z jap. "rzecz z trawy"). To sztuka układania roślin w niedużych naczyniach, często starych, potłuczonych, wręcz w łupinach. Dlatego uznałam, powyższą miskę za prawie idealną dla tego typu kompozycji (prawie, bo jest dość duża jak na pojemnik do tej sztuki). Misa pękła mi podczas schnięcia, ale i tak ją poszkliwiłam i wypaliłam. Pęknięcie wykorzystałam jako dekorację. Użyłam korzenia, który miał wyglądać jakby rozłupał ściankę misy.


Długo tworzyłam tę dekorację. Myślałam nad każdym szczegółem, Najpierw wybrałam korzeń o którym wspomniałam przed chwilą. Musiał pasować wielkością do misy i jedną odnogą idealnie trafić w pęknięcie.


Następnie zaczęłam dobierać rośliny, robiłam to bardzo starannie. Musiały mieć różną wielkość, kształt i fakturę liści, ale lubić tę samą glebę i warunki.  



Później trzeba było posadzić je w odpowiednim miejscu. Jedna nawet wyrasta z pnia. Mam nadzieję, że tam przetrwa. 


Inne maluchy poupychałam tu i ówdzie.



Na koniec wybrałam kolor podłoża i dodałam mech - wręcz niezbędny element kusamono. Krajobraz miał być pustynny, więc zamiast żywego, zielonego mchu dodałam preparowanego chrobotka.


 Mam nadzieję, że efekt był warty moich starań. Mnie się bardzo podoba efekt końcowy, a Tobie?


To nie jest pierwsza tego typu dekoracja jaką zrobiłam. Kiedyś już pokazywałam coś podobnego TUTAJ,  a na IG prezentowałam poniższy krajobraz.





Mam nadzieję, że ten zielony post trochę oderwie Was od zimowego krajobrazu.
Pozdrawiam ciepło,
  Edyta






Zimowe otulenie

Zimowe otulenie

 Wiem, że pisałam o tym w poprzednim poście, ale zima w tym roku jest wyjątkowa, taka jaką pamiętam z dzieciństwa, taka jakiej moje dzieci jeszcze nie widziały. Oczywiście oprócz pięknych widoków i niesamowitych śnieżnych wrażeń przynosi też mróz, niebezpieczny lód, a mnie też przeziębienie. Nie pozostało mi nic innego jak siedzieć w domu i się rozgrzewać. A wiecie co grzeje najlepiej? Naturalny ogień. Ja mam to szczęście, że w domu mamy kozę, ale i tak robię świece i palę je bardzo często. Nie tylko dają ciepłe światło, ale też pięknie pachną. Niedawno poszłam o krok dalej i zrobiłam świece do masażu.

Świeca do masażu


Świeca do masażu

Wcześniej ulepiłam z gliny pojemniczki. Ostatecznie zrobiłam dwie świece - tę na górze w kolorach beżu i tę poniżej, niebieską. Mam w planach kolejne, chciałabym delikatnie zmienić recepturę i zapach, bo te pachną ładnie, ale dość intensywnie. 

Świeca do masażu

W zeszłym roku kupiłam też podczas przedświątecznych wyprzedaży trochę nowych, ciepłych tkanin. Benek od razu skorzystał z tego niespodziewanego otulenia. :)


Takiego otulenia wszystkim życzę, trzymajcie się ciepło i odwiedzajcie mnie
 od czasu do czasu. :)

Edyta

Byczek i zima

Byczek i zima

 Nowy rok zaczął się z przytupem, przynajmniej pogodowym. Tak pięknej zimy to ja już dawno nie pamiętam. Było też trochę mrozu (u nas spadła temperatura do -19 st.C) i pewnie jeszcze będzie zimno. Styczeń się już rozgościł na całego, więc czas chwycić byka za rogi i zmierzyć się z 2026 rokiem. Jesteście na to gotowi? Ja tak, chociaż rozkręcam się pomału i liczę, że ten BYK to może jednak będzie taki mały, miły byczek, coś na modłę Fernarda (pamiętacie z dzieciństwa tę bajkę?) Na takiego liczę malutkiego, jak ten z gliny, którego ulepiłam w zeszłym roku.

Figurka z gliny




Chciałabym też pokazać Wam tę zimę u nas na wsi, no nie mogę się powstrzymać. :)



















Pięknej, ale krótkiej zimy życzę!

Edyta

Copyright © Jabłoniee , Blogger