Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Radosnych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia!

Radosnych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia!


 Życzę Wam wszystkiego co najlepsze, a przede wszystkim zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i spokoju!

A oto kilka fotek z tegorocznych przygotowań do świąt.

Nasza pierwsza choinka na tarasie.






 Na powyższym zdjęciu widać gwiazdkę i grzybki, to efekty moich zmagań z zimną porcelaną, po świętach zdam szerszą relację.

A poniżej zabawa z pudełkami po zapałkach, relacja również nieco później. :)



I jeszcze kilka kadrów z domu. :)








Jeszcze tu wpadnę ze świątecznymi zdjęciami, a tymczasem lecę gotować. :)


Najlepszego!

Edyta

Ogród - czy warto go zakładać?

Ogród - czy warto go zakładać?

Powoli (nawet bardzo) zaczynamy się urządzać.


Chociaż, jak widać, jedno z nas szybko się zadomowiło. :)
Ja cieszę się z małych rzeczy, np. przykręconego gniazdka, kupionego jakiś czas temu czajnika, kubeczków z folkowym wzorem, naparem z młodych liści pokrzywy czy z kwiatka zerwanego w ogrodzie.



Mam jednak poczucie, że powinniśmy przeznaczyć więcej czasu na zagospodarowanie domu, np. powiesić półki i plakaty, bo te białe ściany straszą pustką. Ale jest maj, a w maju wiele godzin trzeba poświęcić na ogród, tak więc całe trzy dni majówki spędziliśmy właśnie w nim.

Majowe prace ogrodowe

Dużo udało się nam zrobić. Przede wszystkim wsadziłam wykopane jesienią cebule i bulwy - dalii, mieczyków, frezji i szczawików. Częściowo właśnie nimi postanowiłam obsadzić "pustynię" (piaszczysty plac po budowie oczyszczalni ścieków), o której pisałam w poprzednim poście (TUTAJ).


Prawie całą resztę pustyni obsiałam facelią, jeszcze nie wiem z jakim przeznaczeniem - czy pozwolę jej zakwitnąć i zamienić się w łąkę, czy posłuży mi jako zielony nawóz.
Posiałam też warzywa - marchew, pietruszkę, dynię, cukinię i kalarepę. Zrobiłam to już wcześniej, ale przez suszę nic nie wzeszło, może tym razem się uda.
Uporządkowałam poletko truskawek. Do nich jeszcze wrócę, więc zdjęcie ukaże się wkrótce.
Sebastian przygotował grządkę pod pomidory, więc mogliśmy już część wsadzić do gruntu. Tylko część, bo boję się trochę Zimnej Zośki i jej mroźnych nocy.



Jak widzicie przestrzeń wokół grządki nie została uporządkowana, bo nie starczyło na to czasu. Podobnie jak na pielenie, dokończenie ścieżki i na wiele innych rzeczy. Sporą część dnia zajęło mi podlewanie, na szczęście spadł deszcz i nazbierałam odrobinę deszczówki, którą rozdzieliłam sprawiedliwie po obsadzonej części ogrodu. Tak się nalatałam z tą konewką, że gdy usiadłam naszły mnie wątpliwości - czy warto?
Czy zamiast biegać cały dzień z widłami, łopatą, taczką i konewką, nie lepiej poleżeć w hamaku, wybrać się na spacer lub na przejażdżkę rowerową?

Czy warto zakładać ogród?

Tak, po dwóch latach, właśnie w ten weekend, po raz pierwszy naszły mnie bardzo poważne wątpliwości w tej kwestii. Od początku z czymś walczę - suszą, mrozem, mszycami, mrówkami, opuchlakami, sarną i koziołkiem stołującymi się w moim ogrodzie, a nawet grzybiarzami depczącymi, dopiero co posadzone, młode krzewy. I po co?
To pytanie zadałam siedzącemu obok mnie Sebastianowi, jego odpowiedź  przekażę za chwilę, najpierw wyjaśnijmy sobie jedną rzecz - nie ma ogrodu bezobsługowego! Oczywiście są sposoby na ułatwienie sobie życia i zmniejszenie ilości pracy, ale tę zawsze trzeba włożyć, zwłaszcza na początku. 
Wiecie co usłyszałam od męża? "Bo to kochasz!", tak mało, a tak wiele. To prawda, ogród, jak to ujął "budzi we mnie radość dziecka". Każdy kwiat, każdy listek, owoc cieszy mnie jak malca lizak czy cukierek. :)
Powiedzmy szczerze, ja walczę z przeciwnościami losu, ale razem ze mną walczą też rośliny. Tak wyglądały truskawki w zeszłym roku, gdy nawiedziła nas plaga opuchlaków.


 A tak wyglądają w tym roku, te same roślinki, tylko jest ich dwa razy więcej, bo puściły odnóżki. :)



Tak wyglądały tulipany, gdy zjadły je sarenki.

A tak wyglądają teraz.


Liście im nie odrosły, ale zakwitły. Podobnie było z rozchodnikiem okazałym, w zeszłym roku wiosną zjadły go zwierzęta, obcięły jak kosiarka, do samiutkiej ziemi, a jesienią wyglądał tak.


Przykładów jest więcej, ale najbardziej ucieszyły mnie w ten weekend cztery rośliny, o których myślałam, że albo uschły, albo zmarzły - bodziszek, rozplenica, dereń i budleja - wszystkie mają młode, zielone listki! Hura!


Oczywiście są takie rzeczy w ogrodzie, które udają się i cieszą oko bez walki, tak po prostu są piękne, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. I jest.










Rośliny nie tylko są piękne. Wiele z nich jest też bardzo smaczna i aromatyczna. I tu pojawia się kolejna sprawa do omówienia.

Po co uprawiać warzywa, owoce i zioła?

Przecież są na wyciągnięcie ręki  w markecie albo na targu. Ale...
Kilka dni temu natrafiłam na fb na post pewnego rolnika chwalącego się młodą kapustą - całym polem. Rzeczywiście wyglądała pięknie ani jednej dziurki na listkach, nie tak jak moja zeszłoroczna.


W komentarzach ktoś zapytał czy i jakie stosuje opryski. Z odpowiedzi wynikało, że owszem, i to co kilka dni, na różne, jak to nazwał, "robale". Tak sobie pomyślałam, że skoro kapusta od wysiania do zbiorów rośnie (nie jestem pewna) ze dwa miesiące, a on opryskuje co kilka dni chemią, to  ile w tej roślinie jest szkodliwych związków! Aż się wzdrygnęłam, bo nie tak dawno jadłam właśnie taką, bardzo smaczną i pięknie wyglądającą, młodą kapustę. Przypomniała mi się też rozmowa z rolnikiem sprzedającym na lokalnym, wiejskim ryneczku. Zapytałam wówczas o jabłka, czy są pryskane, a on odpowiedział, że gdyby nie pryskał to nic by z tego nie było. Nie wiem czy by było, czy nie, wiem tylko, że nasi rolnicy zdecydowanie nadużywają (pewnie nie wszyscy) chemii. I tak naprawdę nigdy nie wiem czy to co jem wyjdzie mi na zdrowie, czy wręcz przeciwnie. Za to wiem co rośnie w moim ogrodzie. I wiecie co? Wolę moją (pożartą przez wszystko co tylko zdołało do niej dotrzeć) kapustę, która choć urodą nie grzeszyła była bardzo smaczna. Oczywiście nie jestem wstanie wyhodować tyle warzyw, by zaspokoić potrzeby naszej rodziny, ale przynajmniej część diety będą stanowiły zdrowe owoce, warzywa i zioła. A w tym roku zapowiadają się wspaniałe zbiory, oby tylko padało, nie było za dużo "robali", sarenki zmieniły stołówkę, a ja bym miała siły i chęci na dalszą pracę. :)

Mam nadzieję, że nie zniechęciłam Was do zakładania ogrodu, a wręcz przeciwnie. Niedługo przygotuję post o tym jak ułatwić sobie życie i założyć ogród wymagający mniej pracy. Zobaczycie, że to naprawdę możliwe. 

Pozdrawiam,
Edyta

Włoskie inspiracje

Włoskie inspiracje

Macie ochotę oderwać się odrobinę od świątecznych przygotowań? Jeśli tak, to zabieram Was dzisiaj w podróż do Toskanii, do wyjątkowego domu.

Materiały prasowe Studio Forma 96

Budowa mojego domu trwa w najlepsze, a ja szukam inspiracji, które pomogą mi urządzić przytulne wnętrza. Ten dom mnie zaintrygował. Przede wszystkim detalami i i umiejętnym połączeniem
z pozoru niepasujących do siebie przedmiotów. Z jednej strony urządzony jest w wiejskim klimacie starego dworku, z drugiej strony ma wiele elementów rodem z nowoczesnego, loftowego wnętrza. Chociażby betonowe podłogi i lampy pochodzące ze Studia Forma 96 .

Materiały prasowe Studio Forma 96

Materiały prasowe Studio Forma 96

Tak ciemne wnętrze, choć jest bardzo przytulne, na dłuższą metę przytłoczyłoby mnie, ale bardzo chciałabym mieć taką umiejętność łączenia starego z nowym. Od dawna zbieram starocie, które chciałbym wyeksponować w nowym domu, ale chciałabym też mieć współczesne meble i modne dodatki. Oglądając ten dom mogę podpatrzeć jak to wszystko razem zgrać. Spójrzcie jeszcze raz na zdjęcia u góry - elegancka, kultowa pepitka i regał ze starych skrzyń.
Albo na poniższym zdjęciu - klasyczna, postarzana komoda, a nad nią lampa łącząca beton ze złotem.

Materiały prasowe Studio Forma 96

A tu zestawiono  bardzo nowoczesną, minimalistyczną wręcz lampę ze starym drewnem i szkłem
z recyklingu - mnie to urzekło.

Materiały prasowe Studio Forma 96  
Kuchnia nie odbiega stylem od reszty. Wiklinowe kosze, skrzynie, dużo starego drewna, klasycznych, rustykalnych dodatków i... stalowy, bardzo prosty reling, stalowe sprzęty AGD i minimalistyczne, czarne lampy. Połączylibyście to wszystko w ten sposób?

Materiały prasowe Studio Forma 96

Bardzo mi się ten dom podoba. Choć obiecałam świąteczne tematy, chciałam Wam go pokazać, może i Was zainspiruje.
Z pewnością nie przełożę jego wystroju jeden do jednego, ale na pewno pomysły będę czerpać garściami.

Wszystkie zdjęcia są materiałami prasowym www.sf96.pl

Zostawiam Was w ciepłym klimacie tego domu,
Edyta 
DIY - świeczki w słoikach

DIY - świeczki w słoikach

Jak wiecie najbardziej lubię szybkie projekty DIY, takie które potrafią zmienić klimat wnętrza w jedno popołudnie. Jesienią  w domu muszą pojawić się świece, więc je sobie zrobiłam.

A wszystko zaczęło się od tego, że dostałam pięknie pachnącą świeczkę od Magically.



Gdy wzięłam ją do ręki, przypominały mi się wakacje we Francji, tam jedliśmy jogurty właśnie w takich słoiczkach. Kilka sobie przywiozłam. Odkopałam je w czeluściach pudeł z przydasiami (też takie macie? Pytam o pudła, oczywiście :)).


 Znalazłam dwa słoiczki, które pomalowałam farbami do szkła. Przyznam, że dość niestarannie, ale ważny był kolor i szybki efekt.
Pierwszy słoiczek po prostu odwróciłam do góry dnem i wylałam trochę farby, to tu, to tam. Tak powstały paski - zacieki.
Do malowania drugiego użyłam pędzla gąbkowego. 


 Środek wypełniłam roztopionymi świeczkami, z których najpierw powyjmowałam knoty.


Knoty przywiązałam do wykałaczek, które położyłam na górze słoików, tak by sznurki wisiały wewnątrz, mniej więcej na środku słoika.


W mikrofalówce roztopiłam świeczki i ciecz przelałam do słoików. Na koniec tylko odcięłam wykałaczki. Tak powstały świeczki w szkle.


Co prawda podczas palenia nie pachną tak pięknie jak ta od
Magically, ale wszystkie trzy pięknie się uzupełniają.

Pozdrawiam,
Edyta


Nadmorskie inspiracje do ogrodu

Nadmorskie inspiracje do ogrodu

W tym tygodniu miałam przyjemność pobyć chwilkę nad morzem, a dokładnie w Sopocie. Pojechałam tam na zaproszenie marki Jysk. Wydarzenie miało związek z premierą kolekcji mebli i dodatków do ogrodu. Ależ było cudnie! Sami zobaczcie.



Nowa kolekcja to prawdziwa gratka dla miłośników stylu boho. Naturalne materiały, kosze, makramowe wykończenia, frędzle, plecionki...






Strasznie żałuję, że  w tym roku nie będę mogła pozwolić sobie na nowe meble ogrodowe - cóż, najpierw dom, potem ogród.
Ale kilka dodatków sobie sprawię, tak na poprawę nastroju. Choćby dlatego, że budowa się ciągle opóźnia, i najwyraźniej nieprędko będę mogła poszaleć zakupowo urządzając dom i ogród.



 



Na spotkaniu poznaliśmy też tajniki tworzenia popularnego konta na Ig oraz robienia niebanalnych zdjęć. Szkolili nas: Ola (@wild.rocks), Michał (@wes.mw), Adrian (@adrianwerner) oraz Maciek  (@maciekthecreator). Po tym szkoleniu doszłam do  wniosku, że jestem zielona jeśli chodzi o Instagram, to jak działa, co wolno, a czego nie należy robić. Wiecie, że są tagi zakazane przez zarządzających Ig? Ja nie wiedziałam. Zastanawiam się czy to dla mnie, walka o lajki, obserwatorów, kliknięcia. Tęsknię za czasami, gdy media społecznościowe, blogi, fora służyły do kontaktu, poznawania nowych ludzi, technik, ciekawostek. Nie były narzędziem marketingowym. A jednak dla wielu to sposób na życie, na zarobek, na pracę. Może to dobry pomysł, może warto walczyć o każdy podniesiony w górę kciuk lub czerwone serduszko. Jak myślicie?




Pozdrawiam, 
Edyta
Copyright © Jabłoniee , Blogger