Koci post - domek dla kotów i niesamowite przeżycie
Na nasze kociaki zdecydowaliśmy się świadomie. Długo na nie czekaliśmy, aż 26 wrześnie urodziły się cztery maleństwa (wcale nie podobne do mamusi, za to jak zobaczycie później, bardzo podobne do tatusia :)
To było niesamowite przeżycie, bo kotka od pierwszych chwil porodu nie odstępowała mnie na krok (a właściwie to ja nie mogłam odejść tylko kilkanaście godzin musiałam masować ją po brzuszku. Wreszcie wszystkie maluchy się pojawiły i mogłam zostawić szczęśliwą piątkę samą.
Kociaki szybko rosły, nawet nie wiem jak te ponad dwa miesiące minęły...
Każdy z maluchów otrzymał przezwisko, bo na początku nie znaliśmy ich płci, więc nadawanie imion nie miało sensu. I tak przedstawiam Wam "Małego Azarka" (bo jak tatuś nie ma nic białego na pyszczku), teraz już wiemy, że to Azarka, czyli dziewczynka.
A to "Negatywka", bo jak była mała umaszczenie miała przeciwne do umaszczenia naszej kotki, czyli tam gdzie białe, tam szare i na odwrót.
I "Biały nosek", który też okazał się dziewczynką.
I jedyny w tym towarzystwie facet, za to jaki - z wąsami, dlatego nazywaliśmy go "Białe wąsy".
Koty wiele zmieniły w naszym życiu i domu. Dla nich przemeblowaliśmy salon i zrobiliśmy domek.
Jak widzicie kotki kolorek mają po tatusiu. Czy wiecie, że koty-ojcowie opiekują się kociakami jak matki nie mogą? Dla mnie to był szok, z jaką czułością Azar wylizywał maluchy i jak szybko przybiegał gdy miauczały.
Wrócę do domku. Bryłę zrobił dla mnie Piotr z Pracowni Retroconcept. Ja ją pomalowałam, obkleiłam wykładziną i filcem, mój małżonek wyciął drewnianą wizytówkę.
Mama niestety na nic nie ma sił, nawet nie ma gdzie się położyć, bo najlepsze miejsca zajęły dzieciaki. Biedna musi leżeć na twardym stoliku - na szczęście są filcowe podkładki :)
Cały salon to jeden wielki koci plac zabaw.
Jak widzicie u nas w domu mieszka teraz sama radość :) Niestety już niedługo kociaki pójdą do nowych domów (wszystkie szybko znalazły właścicieli), trudno będzie nam się z nimi rozstać.
To było niesamowite przeżycie, bo kotka od pierwszych chwil porodu nie odstępowała mnie na krok (a właściwie to ja nie mogłam odejść tylko kilkanaście godzin musiałam masować ją po brzuszku. Wreszcie wszystkie maluchy się pojawiły i mogłam zostawić szczęśliwą piątkę samą.
Kociaki szybko rosły, nawet nie wiem jak te ponad dwa miesiące minęły...
Każdy z maluchów otrzymał przezwisko, bo na początku nie znaliśmy ich płci, więc nadawanie imion nie miało sensu. I tak przedstawiam Wam "Małego Azarka" (bo jak tatuś nie ma nic białego na pyszczku), teraz już wiemy, że to Azarka, czyli dziewczynka.
A to "Negatywka", bo jak była mała umaszczenie miała przeciwne do umaszczenia naszej kotki, czyli tam gdzie białe, tam szare i na odwrót.
I "Biały nosek", który też okazał się dziewczynką.
I jedyny w tym towarzystwie facet, za to jaki - z wąsami, dlatego nazywaliśmy go "Białe wąsy".
Koty wiele zmieniły w naszym życiu i domu. Dla nich przemeblowaliśmy salon i zrobiliśmy domek.
Jak widzicie kotki kolorek mają po tatusiu. Czy wiecie, że koty-ojcowie opiekują się kociakami jak matki nie mogą? Dla mnie to był szok, z jaką czułością Azar wylizywał maluchy i jak szybko przybiegał gdy miauczały.
Wrócę do domku. Bryłę zrobił dla mnie Piotr z Pracowni Retroconcept. Ja ją pomalowałam, obkleiłam wykładziną i filcem, mój małżonek wyciął drewnianą wizytówkę.
Z boku przywiązałam myszkę, którą bawią się maluch i tatuś.
Mama niestety na nic nie ma sił, nawet nie ma gdzie się położyć, bo najlepsze miejsca zajęły dzieciaki. Biedna musi leżeć na twardym stoliku - na szczęście są filcowe podkładki :)
Cały salon to jeden wielki koci plac zabaw.
Jak widzicie u nas w domu mieszka teraz sama radość :) Niestety już niedługo kociaki pójdą do nowych domów (wszystkie szybko znalazły właścicieli), trudno będzie nam się z nimi rozstać.
Pozdrawiam,
Edyta









































