Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zieleń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zieleń. Pokaż wszystkie posty
Green Days 2019 - krótka relacja

Green Days 2019 - krótka relacja

Właściwie relacją nazwać tego nie mogę, bo Zielone Dni trochę mnie rozczarowały. Wybrałam tam się, bo w tym roku zakładam swój pierwszy ogród. Szukam roślin i inspiracji, gdzie to tylko możliwe. Na tych targach byłam pierwszy raz i jeśli rzeczywiście są to "największe targi ogrodnicze w Polsce", to jeszcze mamy wiele do zrobienia w tym temacie. Przede wszystkim było bardzo tłoczno, powierzchnia wystawiennicza była za mała. Co prawda,  wybrałam się w niedzielę, kiedy to było z pewnością najwięcej ludzi (tłok w alejkach był nie do zniesienia), a wystawcy byli już zmęczeni.
Stoisk, gdzie można było kupić rośliny, na co bardzo liczyłam, było niewiele. Ludzie się tam przepychali, bo towar szybko znikał. Nam podczas tych "przepychanek" połamano drzewko. :( Trudno się jednak ludziom dziwić. W końcu, jak ktoś zapłacił za wstęp 30 zł, to chciał mieć z tego jakaś korzyść. W rezultacie udało mi się kupić kilka marnych roślin, ale po przyjeździe do domu i dokładnych oględzinach mam spore obawy co do ich jakości. Czy coś z nich wyrośnie przekonamy się niebawem.
Jednak było na targach coś, co mnie zachwyciło - wystawa drzewek bonsai. 












Tu jak się dobrze przyjrzycie, wypatrzycie profil człowieka, widzicie go?
 
 
Prawdziwe piękności! A te mchy przy korzeniach, niesamowite!



Ta wystawa przypomniała mi, że kiedyś, bardzo dawno temu chciałam takie drzewko zrobić. Kupiłam nawet odpowiednią literaturę. Nigdy jednak nie znalazłam dość czasu. Niestety, gdy po powrocie z targów do domu, przeszukałam wszystkie półki z książkami, tej pozycji nie znalazłam. Szkoda, bo bardzo chciałabym zacząć coś takiego tworzyć. Samosiejek sosny mam pod dostatkiem. Na działce rosną w różnych wielkościach, więc czemu nie spróbować? To zadanie na przyszłość. :)

Były jeszcze dwa stoiska, które przyciągnęły mój wzrok. Jedno urządzone jak wiejski domek z ogródkiem (nikogo nie zaskoczy fakt, że akurat mnie się to spodobało).






Nie wiem co za firma się wystawiała, logo nie rzucało się w oczy, a wystawiający nie podchodzili do oglądających. Jednak muszę przyznać, że ktoś włożył w tę aranżację sporo pracy.

Drugie stoisko to producent sztucznej trawy, zabawnie obłożył nią kilka figur i samochód. 



Właściwie to byłoby na tyle. Z jednej rzeczy się cieszę, że po latach przypomniało mi się jak bardzo lubię małe drzewka. Przygoda z tworzeniem bonsai może być naprawdę ciekawa. :) Ale raczej już więcej nie wybiorę się na te targi. Chyba lepiej jechać na ogrodowe zakupy do szkółki. Znacie jakieś sprawdzone miejsca w okolicy Warszawy? Dajcie znać, gdzie można zaopatrzyć się w drzewa i krzewy owocowe oraz piękne kwiaty.

Pozdrawiam, 
Edyta

DIY - obraz z mchu

DIY - obraz z mchu

Zanim przejdę do posta pochwalę się wieściami ze wsi - mamy pozwolenie na budowę! Jestem przeszczęśliwa. :) Okazuje się, że urzędy mogą być sprawne i przyjazne, my nie czekaliśmy nawet wyznaczonego czasu :) A teraz do rzeczy:

Zrób to sam - panel z mchu


Zima to czas kiedy niemal wszystkim brakuje zieleni. Ja mam na to sposób - mój dom zapełniam roślinami. Zresztą, dobrze o tym wiecie :) Niestety brakuje mi miejsca na kolejne kwiaty, zwłaszcza w sypialni, gdzie mieści się nie tylko łóżko, ale i biurko, regały z książkami, komoda, itd., itd. Ponieważ niedawno kupiłam sporą ilość mchu chrobotka, postanowiłam jego nadmiar wykorzystać na dekorację.


Jak zrobić taki zielony obraz z mchu?


Przygotuj: drewniane pudełko bez pokrywki (moje to pozostałość po zestawie kosmetyków), siatkę hodowlaną (u mnie to pozostałość po mojej fascynacji dekoracjami z siatki), sekator (powinny być cążki do cięcia metalu, ale je zgubiłam, pewnie zostały na wsi), taker tapicerski, nożyczki i oczywiście mech chrobotek.


1. Z siatki wycinamy kwadrat, każdy jego bok powinien być mniej więcej o centymetr dłuższy z każdego boku pudełka.


2. Następnie wkładamy siatkę do pudełka zawijając jej boki do wewnątrz. Z każdej strony przymocowujemy ją takerem (wystarczy zszywka na bok).


3. Następnie utykamy mech w oczka siatki. Jeśli dany kawałek mchu jest za długi skracamy go nożyczkami.


I to już, dekoracja gotowa! Można ją powiesić na ścianie lub ustawić na półce.



Co to jest mech chrobotek?

To tak naprawdę porost, który rośnie w kilku miejscach Europy, m.in. w Polsce. U nas jest pod ochroną, więc nie wolno go zbierać. Na szczęście chrobotek dostępny jest w wielu sklepach, a do tego jest tani (około 6 zł/100 g). Nie ma co szukać go w lesie i niszczyć przyrodę, szczególnie, że naturalny nie ma takich pięknych kolorów - barwy to efekt farbowania. Kupiony mech jest również zaimpregnowany, najczęściej gliceryną, dlatego długo zachowuje ładny wygląd. Po tych zabiegach mech nie jest już żywą rośliną, nie potrzebuje zatem żadnych prac pielęgnacyjnych - nawożenia, podlewania (wystarczy mu powietrze o wilgotności około 40 %, by zachował jędrność). Chrobotek działa jak osuszacz i nawilżacz powietrza w jednym - pochłania nadmiar wody z powietrza, a gdy we wnętrzu robi się za sucho - oddaje ją. Jak widzicie nasz bohater ma same zalety, więc dekorujcie nim i swoje domy. :)

Buziaki,
Edyta

PS. A tak naprawdę cała afera o to, że moja krowa potrzebowała pastwiska, hi, hi.

Cena marzeń. Czy warto ją płacić?

Cena marzeń. Czy warto ją płacić?

Pewnie zauważyliście, że ostatnio rzadko tu bywam? To przez brak czasu. Nowa praca mnie całkiem wykańcza, po powrocie do domu mam ochotę tylko na sen, a do domowych obowiązków się zmuszam. Nie pamiętam kiedy miałam pędzel, ołówek albo kredkę w ręku. O pracach domowo-dekoracyjno-remontowych nie ma mowy. Rękodzieło - nie ma mowy. Nowe projekty DIY - nie ma mowy. :( W weekendy jeden dzień spędzamy na wsi, ale nawet tam nie mam ochoty na pracę. Posadziłam parę krzaczków i kilkaset cebulek kwiatowych, aby ogród wiosną wyglądał pięknie, ale na tym koniec. To jest cena moich marzeń - skoro chcę wybudować dom muszę pracować, a znalezienie normalnej pracy, takiej, która pozwoliłaby  człowiekowi po ośmiu godzinach wyjść, nie jest takie proste. Ale nie oto chodzi by narzekać, prawda? W końcu mam cel i muszę go zrealizować. A tymczasem, gdy kreatywna część mojej osobowości krzyczy by coś stworzyć, zajmuję się mniej wyczerpującymi pracami, np. lepieniem. To moja nowa terapia. Wygrzebałam z szuflady już dawno zakupioną masę plastyczną i ulepiłam krowę. Śmiesznie wyszła, ale o taki efekt chodziło, krowa ma być odrobinę pokraczna, wzbudzająca uśmiech.



Powstał też koń, ale jego pokażę Wam innym razem, bo muszę go jeszcze wyszlifować i pomalować.
Przy okazji zakupów spożywczych w jednym z hipermarketów natknęłam się na taką oto śliczną trawkę.


Oczywiście ostatecznie trafi do słoja, tymczasem razem z krową zdobi parapet kuchenny.



Natomiast w kwestii kwiatów kwitnących, to w moim domu jest ostatnio niezły misz-masz. Na balkonie kwitną jesienne wrzośce i wrzosy.


Na parapetach w salonie i w przedpokoju zakwitły zimowe grudniki.


Zakupiłam też cebulkę wiosennego hiacynta, która już wypuszcza pąki kwiatowe.


A z łąki wciąż przynoszę letnie, polne kwiaty.



Tak więc w domu mam wszystkie pory roku jednocześnie ::)) Cieszę się nimi, bo nie wiadomo, kiedy prawdziwa zima nas dopadnie.
Na wsi też rośliny wariują. Pisałam już, że posadziłam cebule wiosennych kwiatów. Część z nich wypuściła liście, a jeden szafirek zakwitł. Teraz się boję, że przemarzną jak przyjdzie pierwszy mróz. Jak myślicie? Może powinnam je wykopać? Macie pewnie większe doświadczenie w tej kwestii niż ja, więc proszę o radę.


Pozdrawiam,
 Edyta



Zielona mandala. Czy rysunek może przynieść szczęście?

Zielona mandala. Czy rysunek może przynieść szczęście?

Jakiś czas temu odwiedziła mnie koleżanka. Rozmowa zeszła na moje rysunki, które wiszą w salonie. Jednym z nich była czarna mandala. Widząc ją koleżanka zapytała czy narysowałam też zieloną. Oparłam, że nie. "To zrób to koniecznie" - powiedziała. A następnie dodała, że zielona mandala przynosi szczęście finansowe, pod warunkiem, że narysuje się ją samodzielnie. Dodała też, że odkąd ma swoją nigdy nie zabrakło jej pieniędzy. Nie wzięłam sobie tego do serca, bo czy rysunek może przynieść szczęście, jakiekolwiek? Samo rysowanie oczywiście mnie uszczęśliwia, szczególnie jak mi się coś uda, ale powodzenie finansowe uzależnione od konkretnego wzoru? Nie przemawiało to do mnie, a jednak w głowie wciąż miałam naszą rozmowę. W końcu od dawien dawna ludzie wierzyli, że pewne przedmioty przynoszą szczęście - zużyte podkowy, dzwoneczki, grosz w portfelu czy karpia łuska zachowana z ryby przygotowywanej na wigilię. A kolory? O symbolice barw pisano już wiele, a zieleń to w końcu kolor nadziei. Z ciekawości sprawdziłam znaczenie mandali. Obraz wpisany w okrąg pojawiał się w wielu kulturach, często oznaczał harmonię, uporządkowanie chaosu. W buddyzmie mandala jest formą medytacji. W Europie wykorzystywana jest w celach terapii antystresowej, często w formie kolorowanek.
Podsumowując całą tę wiedzę, uznałam, że nawet jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi mi zielona mandala. Zwłaszcza, że jej rysowanie to duża frajda.




Tak się rozpędziłam z tym malowaniem, że powstała jeszcze biała mandala, na drewnianej podstawce.



Obie stanęły na komodzie w sypialni.





Ciekawa jestem co Wy sadzicie o przedmiotach, wzorach czy roślinach przynoszących szczęście? A może znacie takie co przynoszą pecha? Oczywiście mam na myśli przedmioty, które można przynieść do domu, a nie np. czarnego kota przebiegającego drogę - w to akurat nie wierzę, koty są wspaniałe, nieważne w jakim kolorze mają futerko. :)

Pozdrawiam,
Edyta
Sprzątanie w słoikach - co z tego wyszło?

Sprzątanie w słoikach - co z tego wyszło?

Moje słoikowe ogrody bardzo szybko rosną, zwłaszcza te, które nie są przykryte. W ten weekend postanowiłam w nich posprzątać. A z tych porządków zostało kilka roślinek. Wykorzystałam je na zrobienie wiszącej ozdoby z malutkich słoików i butelki.


Strasznie trudno było zrobić zdjęcie, bo za dnia na tle okna wcale nie było ich widać, a wieczorem światło jest zbyt słabe. Może z bliska będą lepiej wyglądać.



Słoiki wykorzystuję też, aby trzymać w nich hiacynty. W takich osłonkach zdecydowanie lepiej komponują się na moim parapecie.


A wieczorem...


Kolejny weekend nie mógł się obyć bez rysunku. Tym razem to liść zamioculcasa. W domu ich nie mam, ale w pracy mnie otaczają. Bardzo lubię na nie patrzeć.

Pozdrawiam,
Edyta
Wszystkiego najlepszego!

Wszystkiego najlepszego!

Bez żadnych wstępów:


Mam nadzieję, że w ferworze przygotowań macie chwilkę na odpoczynek. :)


 W tym tygodniu nie miałam czasu na rysowanie, ale w zeszłym powstał bluszcz - połączenie kredek i farb akwarelowych.


Pozdrawiam,
Edyta
Copyright © Jabłoniee , Blogger