Holandia i morze tulipanów

Holandia i morze tulipanów

 Kwiecień  minął mi bardzo intensywnie, tak bardzo, że na blogowanie nie starczyło czasu... Jednak bardzo chciałam się z Wami podzielić moim spełnionym marzeniem - otóż udało mi się zobaczyć Holandię w tulipanowym (i nie tylko) rozkwicie!


Nie będę Wam wiele pisała, bo nie ma za bardzo o czym. Historię tulipanów pewnie znacie i to jak stały się symbolem Holandii. Napomknę tylko, że miejsce, która obecnie słynie z tulipanowej ekspozycji to ogrody keukenhof. I mała przestroga - kupując bilet w internecie, macie kilka opcji, nie wszystkie obejmują zwiedzanie ogrodów. W tej miejscowości działa też muzeum tulipanów, my przez przypadek kupiliśmy bilet obejmujący tylko tę atrakcję, a to miejsce nie jest już tak spektakularne, jak same ogrody. Musieliśmy więc kupić drugi bilet i zarezerwować kolejny dzień na zwiedzanie. Nie spieszcie się więc z zakupami biletów - można je kupić w kasie na miejscu.

No to lecimy z fotorelacją. :) 























Szukałam inspiracji do swojego ogrodu, czyli leśnych terenów porośniętych sosnami. Znalazłam w keukenhof taki fragment parku (na zdjęciu poniżej możecie go zobaczyć). Wyglądał koszmarnie, pod sosnami nic nie rosło, prawdziwa pustynia. To pokazuje jakie trudne jest stworzenie ogrodu w zagajniku sosnowym, ale ja się nie poddam, będę walczyła, aż mój lasek zamieni się w piękny ogród. :) A wówczas go Wam pokażę. :)


Poniżej pola przy muzeum tulipanów, o którym pisałam wcześniej.






Niestety niewiele przywiozłam roślin z tej wyprawy. Kupiłam cebule letnich kwiatów, zobaczymy czy wyrosną i zakwitną. Myślę, że warto zobaczyć to miejsce, ale jako ogrodnik niedużo znalazłam tam inspiracji, myślę, że to raczej miejsce stworzone, jako piękne tło do sesji zdjęciowych. 

Pozdrawiam serdecznie,
Edyta









Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty...

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty...

 Co roku na nią czekam z utęsknieniem, a w tym o mało nie przeoczyłam jej pierwszego dnia. Gdyby podczas wczorajszej podróży samochodem, spiker w radiu mi nie przypomniał, że jest pierwszy dzień wiosny, to kto wie... Na szczęście zarówno pogoda, jak i przytomni ludzie podpowiedzieli mi, że jest wiosna i już można cieszyć się słońcem, cieplejszym powietrzem, śpiewem ptaków i pierwszymi kwiatami (chociaż ogród w tym roku budzi się bardzo powoli). Teraz też już mogę pochwalić się wiosennymi dekoracjami, które powstały jeszcze zimą. 

Dzwoneczek stworzyłam na warsztatach we Włocławku. Technika, w której powstał jest zbliżona do technologii powstawania fajansu Włocławek, nawet farby są te same. To dla mnie niemal zupełna nowość, bo nie lepiłam tego dzwonka z gliny, a wylałam go z lejnej masy ceramicznej. Powstałe w ten sposób przedmioty są ładne, gładkie, zawsze proste, niemal idealne, ale mnie to jednak nie przekonuje. Lubię lepić ręcznie. Co innego malowanie. Zawsze je lubiłam, a na ceramice nie jest to proste. Szukałam idealnych farb i muszę przyznać, że te chyba takie są. Oto moje pierwsze dzieło nimi malowane.



Na tych samych warsztatach powstały też dwie filiżanki. 



Jedna z nich została doniczką (zrobiłam jej otwór w dnie). Pomalowałam ją w delikatne gałązki z listkami.





Druga jest zdecydowanie bardziej kolorowa, wiosenna.




Obie filiżanki malowałam spontanicznie, bez planu. Robiłam to też w pośpiechu, nie do końca czułam się komfortowo na tych warsztatach. Z malowaniem dzwonka też się spieszyłam, ale jego wzór zaplanowałam, a projekt namalowałam farbami akwarelowymi na kartce papieru. Powstał w domu, więc nie musiałam się tak spieszyć. :)


Chciałam Wam jeszcze pokazać wiosenne dekoracje, którymi namiętnie ozdabiam naszą wiejską chatkę już od dwóch miesięcy, bo nie mogłam się doczekać wiosny, której nadejścia omal nie przeoczyłam, ha, ha, ha....







W ogrodzie też już obsadziłam donice, ale może pokażę Wam je już w kolejnym poście. )


Pięknej wiosny życzę Wszystkim!

Edyta

Ceramiczne gady...

Ceramiczne gady...

 ... i płazy. Jak ja uwielbiam te zwierzęta. Nie mogę się doczekać, aż wiosna wreszcie obudzi je  i znów będę mogła podziwiać te stworzenia na żywo. A mam ich w ogrodzie całkiem sporo. Widziane i udokumentowane zdjęciowo to grzebuszka, traszka, ropucha, żaba leśna, trawna i wodna, jaszczurka zwinka, rzekotka drzewna, wąż gniewosz. Nie wiem nawet czy wszystkie wymieniłam, ale niestety o tej porze roku są jeszcze w ukryciu. Czasem, gdy za nimi mocno tęsknię lepię ich gliniane podobizny. Tak powstały poniższe doniczki.

Tutaj z żabkami (podstawka pękła, ale druga żabka ulepiona na niej przetrwała, a nowa podstawka z trzecią żabką czeka na wypalenie w pracowni). 






A tutaj jeszcze zdjęcia bez kwiatka,  robione przy sztucznym oświetleniu. 




Powstała też doniczka z jaszczurką. Tym razem pomalowałam ją nieco inaczej, wzorowałam się na egzotycznych, hodowlanych jaszczurkach. Nie jestem z efektu bardzo zadowolona, więc tylko dwie fotki jej zrobiłam.



Dzisiejszy post zakończy miska z wężem. Wiem, że nie każdy zniósłby takie zwierzę na swoim stole, ale ja akurat nie mam z tym problemu. :)





Mam nadzieję, że też lubicie gady i płazy, a ten post nie wyda się Wam przerażający ;)

Byle do wiosny!
Pozdrawiam,
Edyta
Copyright © Jabłoniee , Blogger