września 11, 2018

Wiejskie opowieści i metamorfoza stołka

Miał być post o moim wyjeździe do Katowic, ale narobiłam tam tyle zdjęć, że nie umiem się zdecydować co Wam pokazać. Tak więc znów padło na wieś :)
Pomału, wciąż nieśmiało nasza wieś zmienia barwy, na razie na delikatne odcienie ni to różu ni wrzosu, zbyt subtelne by móc je nazwać.


Nawet niebo ma nieco inną barwę.


Słońce zachodzi już nie nad polem a nad lasem, więc szybciej robi się szaro.


 Nie tylko przyroda szykuje się do zimy, ludzie również.


My zbliżającą się jesień odczuliśmy siedząc na tarasie wieczorem, wciągu dnia temperatura była jeszcze wysoka, a gdy tylko słońce skryło się za lasem, przyszedł chłodek, który wygnał nas do domu, do miasta. Jednak zanim to nastąpiło spotkaliśmy swoich nowych sąsiadów. Kupili kawałek ziemi graniczący z naszą działką pół roku przed nami. Gdy my pierwszy raz przyjechaliśmy na wieś, na ich działce leżało mnóstwo ściętych drzew. Pamiętam jak zrobiło mi się wówczas przykro. Od pośrednika usłyszeliśmy, że ich działka podobnie jak nasza w 1/2 była porośnięta sosnami i czeremchą. Jednak tuż po zakupie wszystko (no prawie) wycięli.
Jak zobaczyłam sąsiadów na działce akurat coś sadzili, pomyślałam, że to świetny moment na poznanie ich. Podeszliśmy z mężem, przedstawiliśmy się i po dosłownie 5 minutach rozmowy usłyszałam: "Powinniście powycinać te drzewa, póki są tak małe, że można to zrobić!" Aż mi ciarki przeszły po plecach - wiem, że sosny urosną, wiem, że zmienią krajobraz, ale nie umiem sobie wyobrazić, że je ścinam. Po to wyprowadzam się na wieś by otaczały mnie drzewa, by budził mnie śpiew ptaków, mieszkających w ich konarach. Marzy mi się, że może jakiś mały jeżyk mnie uszczęśliwi i zamieszka pod moimi sosnami, a czeremcha zawsze, jak w tym roku, będzie rodzić takie piękne owoce i to dwa razy w sezonie, bo na działce mamy odmianę wczesną i późną.


Próbowałam wyjaśnić to sąsiadowi, ale popatrzył na mnie jak na wariatkę, więc dałam spokój. Po jakimś czasie spytałam co sadzili. Tym razem sąsiadka odpowiedziała, że jakieś owocowe krzaczki, ale zaraz potem się poskarżyła, że wszystko co do tej pory posadzili im uschło. Już w domu rozmyślałam nad tym -  właściwie to nic dziwnego, że im wszystko uschło, a nam prawie wszystko się przyjęło - moje nowe rośliny rosną w otoczeniu starych, już zastanych, które chronią je przed wiatrem i słońcem, a ich muszą rosnąć na pustyni - trudno w takich warunkach dać sobie radę, zwłaszcza, że lato w tym roku było wyjątkowo ciepłe i suche.
Na koniec opowieści o wsi pokażę Wam jakie zbiory czeremchy miałam w ten weekend. Zerwałam też pierwszą pigwę :) (figa i reszta to nie zbiory z mojego ogródka :))).


Nie zamęczam Was już moimi wiejskimi opowieściami. Żeby nie było, że nic nie robię tylko na wsi siedzę, pokażę odnowiony stołek. Wyglądał tak:


Po oczyszczeniu, lekkim szczotkowaniu,  namalowaniu wzorów i zawoskowaniu białym woskiem wygląda tak:



Miłego popołudnia i wieczoru,
 Edyta
PS. Odpoczywajcie jak mój Azarek.



6 komentarzy:

  1. Z przyjemnością czytam o wiejskich klimatach, a takich sąsiadów współczuję. Kotek wie co dobre.:) Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje wiejskie opowieści Cię nie nudzą, co do sąsiadów to mam nadzieję, że jeszcze się nam jakoś ułoży :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Trochę dziwne, że ktoś kto nie lubi natury kupuję działkę w takim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę. Już sobie wyobrażam ich wybetonowane podwórko :)

      Usuń
  3. Trochę dziwne, że ktoś kto nie lubi natury kupuję działkę w takim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale jest wypoczywać na wsi w otoczeniu zieleni. stołek świetnie wygląda taki odnowiony. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteście ze mną i zechcieliście coś napisać.

Copyright © Jabłoniee , Blogger