Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lepienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lepienie. Pokaż wszystkie posty
Pierwsze próby z masą samoutwardzalną

Pierwsze próby z masą samoutwardzalną

Tak wiele mam marzeń rękodzielniczych, a tak niewiele czasu by je realizować. Ostatnio dużo myślę o tym, by zapisać się na warsztaty ceramiczne, tylko nie mogę wygospodarować na nie choćby jednego popołudnia. 

Wpadłam więc na pomysł, by zamiast tego popróbować lepienia z masy samoutwardzalnej. Bardzo chciałam mieć dzwonki i grzybki, więc je zrobiłam. :)

Powyższe dzwoneczki lepiłam na palcach, więc nie wyszły zbyt równe, ale właściwie nie chciałam takich idealnych, raczej coś w stylu wabi-sabi. No może mogłyby mieć ciut równiejszą powierzchnię. :)

Powstały też grzybki. 




I muchomorek dla sikorek.



 Początkowo byłam zachwycona masą samoutwardzalną. Pomyślałam, że w zupełności zaspokoi moją potrzebę lepienia, ale... szybko okazało się, że zupełnie nie nadaje się ona na ogrodowe dekoracje, a to właśnie tam miały moje "dzieła" trafić. 

Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak szukanie pracowni ceramicznej. I wygospodarowanie na zajęcia jednego dnia w tygodniu. :)

 

Pozdrawiam,

Edyta



Jak stworzyć dekorację do ogrodu?

Jak stworzyć dekorację do ogrodu?

Dziś wpadam tylko na chwilę, by pokazać Wam salamandrę.
Jak to się stało, że zamieszkała w moim ogrodzie? To prawda, że żyją w Polsce, ale chyba tylko w Sudetach i Tatrach, bo lubią wysokości. :) Ale ja tak bardzo chciałabym mieć dużo zwierząt w ogrodzie. I mam. Żyją u mnie jaszczurki, ropuchy, żmije, mnóstwo ptaków, odwiedzają mnie zające, króliki, koziołki, sarenki, łanie i jelenie. Myślę, że salamandra dobrze czułaby się w tym towarzystwie, ale skoro nie ma szansy na to, by przywędrowała z południa Polski, to ją sobie ulepiłam.



Powstała z kleju/masy marki Tesa, który można formować, a po 24 godzinach staje się twardy i odporny na warunki atmosferyczne. Tak wyglądała podczas lepienia.




Jak wyschła wystarczyło namalować jej kilka żółtych plamek i polakierować, aby jej powierzchnia bardziej przypominała świecącą skórę jaszczurki. Teraz zdobi ogród, chociaż jest bardzo malutka, naprawdę przykuwa wzrok.




Zamieszkała wśród trawy, kostrzewy zielonej. Ta trawka to mój sukces, wysiałam ją tej wiosny, a już tak pięknie wygląda. Dziś byłam w sklepie ogrodniczym, gdzie donica (dość duża przyznam) tej trawy kosztowała 36 zł, a moje nasiona ok. 3. :) Pokażę Wam ją kiedyś w całej okazałości, i tak mam w planach post o uprawie traw ozdobnych z nasion.
Wracając do salamandry, to nie jest pierwsza tego typu dekoracja do ogrodu, którą stworzyłam. Może pamiętacie żabę (TUTAJ)  oraz jaszczurkę (TUTAJ)? Oba kamienie były malowane, tym razem postanowiłam spróbować czegoś innego, zwłaszcza, że miałam do dyspozycji fajny produkt. Jak wyszło? Mój syn, gdy mu pokazałam, zapytał mnie: "Ile Ty masz lat, mamo?". Cóż, może lepienie to domena przedszkolaków, ale mnie sprawia frajdę. :)

Róbcie zawsze to co Wam sprawia przyjemność, bez względu na wiek!

Edyta

Cena marzeń. Czy warto ją płacić?

Cena marzeń. Czy warto ją płacić?

Pewnie zauważyliście, że ostatnio rzadko tu bywam? To przez brak czasu. Nowa praca mnie całkiem wykańcza, po powrocie do domu mam ochotę tylko na sen, a do domowych obowiązków się zmuszam. Nie pamiętam kiedy miałam pędzel, ołówek albo kredkę w ręku. O pracach domowo-dekoracyjno-remontowych nie ma mowy. Rękodzieło - nie ma mowy. Nowe projekty DIY - nie ma mowy. :( W weekendy jeden dzień spędzamy na wsi, ale nawet tam nie mam ochoty na pracę. Posadziłam parę krzaczków i kilkaset cebulek kwiatowych, aby ogród wiosną wyglądał pięknie, ale na tym koniec. To jest cena moich marzeń - skoro chcę wybudować dom muszę pracować, a znalezienie normalnej pracy, takiej, która pozwoliłaby  człowiekowi po ośmiu godzinach wyjść, nie jest takie proste. Ale nie oto chodzi by narzekać, prawda? W końcu mam cel i muszę go zrealizować. A tymczasem, gdy kreatywna część mojej osobowości krzyczy by coś stworzyć, zajmuję się mniej wyczerpującymi pracami, np. lepieniem. To moja nowa terapia. Wygrzebałam z szuflady już dawno zakupioną masę plastyczną i ulepiłam krowę. Śmiesznie wyszła, ale o taki efekt chodziło, krowa ma być odrobinę pokraczna, wzbudzająca uśmiech.



Powstał też koń, ale jego pokażę Wam innym razem, bo muszę go jeszcze wyszlifować i pomalować.
Przy okazji zakupów spożywczych w jednym z hipermarketów natknęłam się na taką oto śliczną trawkę.


Oczywiście ostatecznie trafi do słoja, tymczasem razem z krową zdobi parapet kuchenny.



Natomiast w kwestii kwiatów kwitnących, to w moim domu jest ostatnio niezły misz-masz. Na balkonie kwitną jesienne wrzośce i wrzosy.


Na parapetach w salonie i w przedpokoju zakwitły zimowe grudniki.


Zakupiłam też cebulkę wiosennego hiacynta, która już wypuszcza pąki kwiatowe.


A z łąki wciąż przynoszę letnie, polne kwiaty.



Tak więc w domu mam wszystkie pory roku jednocześnie ::)) Cieszę się nimi, bo nie wiadomo, kiedy prawdziwa zima nas dopadnie.
Na wsi też rośliny wariują. Pisałam już, że posadziłam cebule wiosennych kwiatów. Część z nich wypuściła liście, a jeden szafirek zakwitł. Teraz się boję, że przemarzną jak przyjdzie pierwszy mróz. Jak myślicie? Może powinnam je wykopać? Macie pewnie większe doświadczenie w tej kwestii niż ja, więc proszę o radę.


Pozdrawiam,
 Edyta



Copyright © Jabłoniee , Blogger