Krótka wycieczka do Rzymu i kusamono

 Luty obfituje u mnie w tak wiele wydarzeń, że nie miałam wcześniej czasu tu zajrzeć, a szkoda bo tak wiele mam Wam do pokazania...

Zacznę od niespodziewanej wyprawy do Włoch, a konkretnie do Rzymu. Cóż, ponieważ "wszystkie drogi tam prowadzą", Rzym jaki jest każdy wie. Jeśli nie widział go w rzeczywistości, to z pewnością na ekranie telewizora lub komputera. Dlatego oszczędzę Wam zdjęć zabytków, które tak czy siak każdy choć trochę zna, a to przecież nie jest blog podróżniczy. Ja podziwiałam w Rzymie roślinność. Przeciągająca się zima u nas i ta wszechobecna biel z szarością spowodowały, że zachwyciłam się tym co zobaczyłam na południu Europy. Byłam już kiedyś w w tym mieście właśnie w lutym, pamiętałam, że tam przyroda już świętuje wiosnę, ale nie zapamiętałam aż tak bujnej zieleni, którą zobaczyłam w tym roku. 











I oto ja - zapalona ogrodniczka, miłośniczka roślin wszelakich, wyposzczona, zmuszona do długiej przerwy ogrodniczej przez polski klimat, nagle otoczona tyloma wspaniałymi roślinami! Wyobrażacie to sobie? Taka doza inspiracji, co ja miałam z nią zrobić, gdy po powrocie znów zastałam ogród zasypany śniegiem? 

Nie pozostało mi nic innego jak zrobić kolejny minikrajobraz. Tym razem z sukulentów i kaktusów, roślin, które widziałam jako ogromne egzemplarze w rzymskich ogrodach. Tymczasem, u mnie w wersji mini.


Oprócz włoskich krajobrazów inspirowałam się dziełami innych osób, powstałymi wg zasad japońskiej sztuki kusamono (z jap. "rzecz z trawy"). To sztuka układania roślin w niedużych naczyniach, często starych, potłuczonych, wręcz w łupinach. Dlatego uznałam, powyższą miskę za prawie idealną dla tego typu kompozycji (prawie, bo jest dość duża jak na pojemnik do tej sztuki). Misa pękła mi podczas schnięcia, ale i tak ją poszkliwiłam i wypaliłam. Pęknięcie wykorzystałam jako dekorację. Użyłam korzenia, który miał wyglądać jakby rozłupał ściankę misy.


Długo tworzyłam tę dekorację. Myślałam nad każdym szczegółem, Najpierw wybrałam korzeń o którym wspomniałam przed chwilą. Musiał pasować wielkością do misy i jedną odnogą idealnie trafić w pęknięcie.


Następnie zaczęłam dobierać rośliny, robiłam to bardzo starannie. Musiały mieć różną wielkość, kształt i fakturę liści, ale lubić tę samą glebę i warunki.  



Później trzeba było posadzić je w odpowiednim miejscu. Jedna nawet wyrasta z pnia. Mam nadzieję, że tam przetrwa. 


Inne maluchy poupychałam tu i ówdzie.



Na koniec wybrałam kolor podłoża i dodałam mech - wręcz niezbędny element kusamono. Krajobraz miał być pustynny, więc zamiast żywego, zielonego mchu dodałam preparowanego chrobotka.


 Mam nadzieję, że efekt był warty moich starań. Mnie się bardzo podoba efekt końcowy, a Tobie?


To nie jest pierwsza tego typu dekoracja jaką zrobiłam. Kiedyś już pokazywałam coś podobnego TUTAJ,  a na IG prezentowałam poniższy krajobraz.





Mam nadzieję, że ten zielony post trochę oderwie Was od zimowego krajobrazu.
Pozdrawiam ciepło,
  Edyta






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteście ze mną i zechcieliście coś napisać.

Copyright © Jabłoniee , Blogger