Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Ogrodowe kadry

Ogrodowe kadry

Ten tydzień jest wyjątkowo krótki, a tak wiele muszę zrobić, więc wpadam tu tylko na chwilę, by pokazać Wam kawałek mojego ogrodu, mojego raju. :) Bardzo mnie cieszy jego wygląd, bo zaczyna przypominać miejsce, o którym marzyłam, odrobinę uporządkowane, odrobinę dzikie.
Czytałam kiedyś książkę, niestety nie pamiętam tytułu, był w niej opis pewnej starszej pani, która chodziła po wsi i rzucała nasionami kwiatów, które po pewnym czasie kiełkowały i zakwitały. Dzięki temu cała okolica tonęła w kwiatach. Strasznie mi się ten pomysł spodobał, właśnie tak chciałabym, żeby wyglądał mój ogród, jakby ktoś chodził po lesie i rozrzucał nasiona, to tu, to tam. Niestety nie jest to takie proste, ale liczę na taki właśnie efekt. :)



Orlik pospolity

Orlik Black Barlow

Powojnik

Irys

Cebula siedmiolatka, rozchodnik okazały, lebiotka

Kapusta, kalafior

Maliny, dziki bratek, kostrzewa sina
Nie uwierzycie, ale ten bratek kwitnie od sierpnia zeszłego roku, nieprzerwanie. Miał nawet kwiaty w styczniu.

Trojeść krwista, trawa Red Baron

Margaretki

Irys

Naparstnica

Margaretki, naparstnice a w oddali łubin trwały

Łubin trwały


Funkia, kokoryczka i poziomki


Irys, bratki, funkia i nadgryzione przez koziołka tulipany. :)

Pozdrawiam,
Edyta
Gdzie jesteś? W ogrodzie!

Gdzie jesteś? W ogrodzie!



Taką tabliczkę sobie namalowałam. Pomysł powstał z tęsknoty właśnie za ogrodem. Te kilka godzin w tygodniu to tak mało. Zawsze jak stamtąd wyjeżdżamy, to serce mi się kraje. Tłumaczę sobie, że i tak mam szczęście, że inni nawet tego nie mają, ale tak chciałabym skraść jeszcze kilka chwil, by móc pobyć z moimi roślinami. Za mało czasu im poświęcam, więc ogród jeszcze nie przypomina prawdziwego ogrodu, o jakim marzę. To wciąż pole z samosiejkami i wielką plażą po koparce.


Ale coś się zaczyna dziać. Pięknie wyglądają truskawki. Mają ozdobne, różowe kwiaty, więc poletko przypomina rabatę kwiatową.



 Rosną warzywa, marnie, bo podlewamy je raz w tygodniu, ale żyją. :)


Zakwitł powojnik, prezent od syna. Posadzony w tym roku. 


Niestety nie zdążyłam pomalować podpórki. Teraz już tego nie zrobię, bo mocno się jej uchwycił i pojawiły się kolejne pąki. :)


Powstaje coś na kształt rabat.
Tu sukulentowa, jeszcze nie wypielona i nie całkiem skończona. 


Obok rozchodników okazałych posadziłam rojniki. 


A tu rabata biało-zielona. Nawet zakwitła jedna kokoryczka.


Jak już pisałam nasz ogród przypomina pustynię. Tu naprawdę rzadko pada. By zmienić nieco klimat marzy mi się malutki staw, ale póki co...
... rośliny wodne rosną w wanience. Z tego "jeziorka" chętnie korzystają owady i ptaki. Lubią tu przylatywać na drinka ;) Dlatego pływają w nim korki do butelek na wino, na takiej "łódeczce" mogą sobie usiąść i bezpiecznie się napić. Co tydzień wymieniam wodę, by miały świeżą. Tu przed wymianą.


 

Jest jeszcze coś, co bardzo mnie cieszy - to nasza choinka. To był prawdziwy eksperyment. Kupiłam na Boże Narodzenie świerk w donicy. W domu stał krótko, zaledwie kilka dni. Do wiosny przeczekał na balkonie. Później posadziliśmy go w ogrodzie i to my czekaliśmy na znak, czy się przyjmie. Długo czekaliśmy, ale nie zawiódł nas. :)


Po przekwitnięciu kwiatów cebulowych zrobiło się pusto, więc by w ogrodzie coś kwitło kupiłam dwa kosmosy podwójnie pierzaste. Ale co to są dwa kwiatki na 2 tysiącach m kw.? :( 
Nie wyobrażam sobie jednak kupna 10, 20 szt., to były koszt 60-120 zł. I to kwota wydana na jeden gatunek, który by zagospodarował malutki fragmencik ogrodu, a gdzie reszta?


Dlatego postanowiłam wysiać nasiona. Prawda, te kwiatki zakwitną dopiero w przyszłym roku, ale warto poczekać. Między innymi posiałam moje ukochane łubiny. Teraz to łubineczki, mają takie urocze małe listki. We wrześniu posadzę je do ogrodu, a w przyszłym maju lub czerwcu powinny zakwitnąć.


Uwielbiam je, dlatego pojawiły się na tabliczce "Jestem w ogrodzie".


 
Za rok będzie pięknie... A tymczasem pozdrawiam Was naszym przyszłym widokiem z salonu, tu prawie nic nie trzeba zmieniać. :)


To jego wiosenna odsłona, jesienną mogliście zobaczyć TUTAJ

Edyta
Malowane pudełko na...

Malowane pudełko na...

... no właśnie na co? Tak to bywa, że malując nie zawsze wiem jakie będzie przeznaczenie pudełka. W tym przypadku kilku rzeczy byłam pewna - jaki będzie miało kolor, jakim wzorem je ozdobię, i że użyję do tego tasiemki w koniki. Lubię ten motyw, więc często pojawia się w moich pracach. Widzieliście go TUTAJ, TUTAJ czy TUTAJ.


Tym razem koń na wieczku został namalowany. Wzór skopiowałam właśnie z taśmy, którą przykleiłam na boki pudełka.


Do końca nie byłam jednak pewna, czy będzie mi służyło w kuchni czy w pracowni. Zdecydowałam więc, że wieczko pomaluję farbą tablicową. W ten sposób pudełko stało się wielofunkcyjne, może być schowkiem na herbatę.



A gdy to mi się znudzi...


Umyję je. 


I podpiszę na nowo.


Wciąż mamy maj, więc cieszę się obecnością konwalii w domu. Wspomnienie ich subtelnej urody i niesamowitego zapachu musi mi wystarczyć na cały rok. Też je kochacie?



Co ciekawe bardzo lubi je kotka, nie podgryza ich jak innych roślin, tylko od czasu do czasu wskakuje na parapet i je wącha. Strasznie mnie to zachowanie bawi.




Pozdrawiam, 
Edyta
Cena marzeń. Czy warto ją płacić?

Cena marzeń. Czy warto ją płacić?

Pewnie zauważyliście, że ostatnio rzadko tu bywam? To przez brak czasu. Nowa praca mnie całkiem wykańcza, po powrocie do domu mam ochotę tylko na sen, a do domowych obowiązków się zmuszam. Nie pamiętam kiedy miałam pędzel, ołówek albo kredkę w ręku. O pracach domowo-dekoracyjno-remontowych nie ma mowy. Rękodzieło - nie ma mowy. Nowe projekty DIY - nie ma mowy. :( W weekendy jeden dzień spędzamy na wsi, ale nawet tam nie mam ochoty na pracę. Posadziłam parę krzaczków i kilkaset cebulek kwiatowych, aby ogród wiosną wyglądał pięknie, ale na tym koniec. To jest cena moich marzeń - skoro chcę wybudować dom muszę pracować, a znalezienie normalnej pracy, takiej, która pozwoliłaby  człowiekowi po ośmiu godzinach wyjść, nie jest takie proste. Ale nie oto chodzi by narzekać, prawda? W końcu mam cel i muszę go zrealizować. A tymczasem, gdy kreatywna część mojej osobowości krzyczy by coś stworzyć, zajmuję się mniej wyczerpującymi pracami, np. lepieniem. To moja nowa terapia. Wygrzebałam z szuflady już dawno zakupioną masę plastyczną i ulepiłam krowę. Śmiesznie wyszła, ale o taki efekt chodziło, krowa ma być odrobinę pokraczna, wzbudzająca uśmiech.



Powstał też koń, ale jego pokażę Wam innym razem, bo muszę go jeszcze wyszlifować i pomalować.
Przy okazji zakupów spożywczych w jednym z hipermarketów natknęłam się na taką oto śliczną trawkę.


Oczywiście ostatecznie trafi do słoja, tymczasem razem z krową zdobi parapet kuchenny.



Natomiast w kwestii kwiatów kwitnących, to w moim domu jest ostatnio niezły misz-masz. Na balkonie kwitną jesienne wrzośce i wrzosy.


Na parapetach w salonie i w przedpokoju zakwitły zimowe grudniki.


Zakupiłam też cebulkę wiosennego hiacynta, która już wypuszcza pąki kwiatowe.


A z łąki wciąż przynoszę letnie, polne kwiaty.



Tak więc w domu mam wszystkie pory roku jednocześnie ::)) Cieszę się nimi, bo nie wiadomo, kiedy prawdziwa zima nas dopadnie.
Na wsi też rośliny wariują. Pisałam już, że posadziłam cebule wiosennych kwiatów. Część z nich wypuściła liście, a jeden szafirek zakwitł. Teraz się boję, że przemarzną jak przyjdzie pierwszy mróz. Jak myślicie? Może powinnam je wykopać? Macie pewnie większe doświadczenie w tej kwestii niż ja, więc proszę o radę.


Pozdrawiam,
 Edyta



Copyright © Jabłoniee , Blogger